Świat

Froome kontra Quintana. Jak było naprawdę?

Wobec braku wyścigów kolarskie media w ostatnich dniach żyły słowami Eusebio Unzue, który wspominał rywalizację Nairo Quintany z Chrisem Froomem. Szef Movistaru i kolarz Team Ineos nieco inaczej pamiętają rywalizację sprzed kilku lat, więc Brytyjczyka nagłówki towarzyszące całej sprawie rozbawiły. My cofamy się w przeszłość i sprawdzamy, jak było naprawdę.

Prolog

Criterium Dauphine 2012 było ostatnim etapem przygotowań do Tour de France dla lidera Team Sky – Bradleya Wigginsa. Przed szóstym etapem Brytyjczyk miał ponad półtorej minuty przewagi nad ubiegłorocznym triumfatorem Wielkiej Pętli, Cadelem Evansem i dysponował mocnymi pomocnikami. Jeśli coś miało się zmienić, to Evans musiał zaatakować na przedostatnim odcinku, prowadzącym do Morzine.

Na ostatnim tamtego dnia podjeździe przed grupą liderów jedzie ucieczka. Bliżej szczytu samotnie odjeżdża z niej młody Kolumbijczyk, który przed tym sezonem dołączył do Movistaru. Na zjeździe ma około pół minuty przewagi nad faworytami wyścigu, gdy na atak decyduje się Evans. Australijczykowi udaje się nieco odjechać rywalom, ale akcja niewiele daje.

Evans ani nie zmienia swojej sytuacji w klasyfikacji generalnej, ani nawet nie dogania młodego Kolumbijczyka, który w ten sposób odnosi swoje pierwsze worldtourowe zwycięstwo. Chwilę po kolarzu z Antypodów na metę wjeżdża grupa faworytów. Wiggins jest już praktycznie pewny zwycięstwa w wyścigu. U jego boku etap kończy Chris Froome, który w klasyfikacji generalnej skazany jest na niewdzięczne czwarte miejsce. Za kilka miesięcy ma w końcu pożegnać się z rolą pomocnika i zacznie walczyć o swoje zwycięstwa w Wielkich Tourach. A jego największym rywalem zostanie ten właśnie młody Kolumbijczyk.

Jeden na jeden

– Myślę, że to Nairo był tym zawodnikiem, który wprawiał Froome’a w największe kłopoty. Froome bez swojego zespołu mógłby mieć duże trudności. On nigdy nie mierzył się z Quintaną jeden na jeden – stwierdził niedawno szef Movistaru Eusebio Unzue na antenie “El Lenero”, dodając, że olbrzymi wpływ na końcowe klasyfikacje miały czasówki, w których Froome miał zdecydowaną przewagę nad Kolumbijczykiem.

Kontrowersyjne słowa… rozbawiły Brytyjczyka, który zareagował roześmianymi emotikonami na Twitterze. Później tłumaczył, że ma najwyższy respekt dla Quintany i ściganie się przeciwko niemu przez lata było wielką przyjemnością. – To ten nagłówek mnie rozśmieszył – podkreślał Froome, przywołując publikację “Cycling Weekly”, której tytuł odnosił się do rzekomego braku bezpośredniej rywalizacji między kolarzami. Jak naprawdę było z pojedynkami Froome’a i Quintany?

2013. Pierwsze wygrane Froome’a

Już rok po wydarzeniach opisanych we wstępie, obaj byli najmocniejszymi kolarzami podczas Tour de France. Wcześniej wybrali inne ścieżki przygotowań, więc we Francji spotkali się po raz pierwszy w sezonie 2013. Zdecydowanie mocniejszy był wtedy Froome. Rzeczywiście, jeśli sprawdzimy wyniki czasówek, to można by stwierdzić, że to dzięki nim Brytyjczyk wygrał ten Tour. Dwie indywidualne próby i jedna drużynowa dały mu łącznie aż 4 minuty i 44 sekundy zapasu. Na koniec wyścigu Brytyjczyk miał zaś „tylko” 4:20 przewagi nad drugim Quintaną. Stwierdzenie, że wygrał dzięki czasówkom byłoby jednak dużym uproszczeniem. Brytyjczyk został liderem wyścigu po 8. etapie, gdy odjechał Quintanie na prawie dwie minuty. Jeszcze na niespełna 6 kilometrów przed końcem Kolumbijczyk próbował atakować, ale chwilę później był bezradny wobec kontry Froome’a, który ostatnie 5 kilometrów jechał solo. Co prawda, zawodnik Sky był wcześniej wspierany przez Richiego Porte, ale Movistar miał w czołówce nie tylko Quintanę, ale też Alejandro Valverde.

– Nie mogę być bardziej szczęśliwy. Za nami nerwowy tydzień – mówił wtedy Froome, dziękując kolegom z zespołu. – Chciałem wygrać, aby odpłacić się im za wsparcie. 

O zwycięstwie Froome’a w tamtym Tour de France zadecydował etap 15, gdy Brytyjczyk wygrał na Mont Ventoux. Wówczas uciekał… właśnie z Quintaną. I to Kolumbijczyk nie utrzymał koła, kiedy lider wyścigu zaatakował na 1,5 kilometra przed szczytem. Wtedy w klasyfikacji generalnej Froome bardziej obawiał się Alberto Contadora czy Bauke Mollemy. Quintana po tym etapie awansował z ósmego miejsca na szóste, a drugą lokatę w całym wyścigu zapewnił sobie na ostatnich górskich etapach – 18., gdy na l’Alpe d’Huez odrobił minutę do Froome wspieranego przez Porte oraz na 20., kiedy wygrał etap w Le Semnoz, urywając kolejne pół minuty z przewagi Froome’a. Wtedy Brytyjczykowi wystarczało jednak przede wszystkim dojechać do Paryża.

Tak było naprawdę: Bezpieczną przewagę nad Quintaną Froome wywalczył nie tylko w czasówkach, ale także podczas etapów górskich. Również w bezpośredniej walce.

2014. Triumf i pech Quintany

W kolejnym sezonie Froome i Quintany nie mieli większych okazji do rywalizacji. Do ich pierwszego spotkania doszło w marcu w Katalonii. Obaj kolarze byli wtedy na rożnych etapach sezonu. Brytyjczyk dopiero zaczynał ściganie w Europie, a jego imprezą docelową było Tour de France. Zawodnik Movistaru celował wtedy w Giro, więc do priorytetowego startu pozostawało mu znacznie mniej czasu. Na górskich etapach o kilka sekund lepszy był Quintana, ale obaj skończyli poza podium.

W ostatniej trzytygodniówce sezonu wystartowali obaj. Froome był zdecydowanym liderem Sky na Vueltę, podczas której chciał powetować sobie niepowodzenia we Francji, a Quintana – który przez prawie całe lato odpoczywał od ścigania po wygranej w Giro – dzielił przywództwo z Alejandro Valverde. Tym razem to kolarze Movistaru mieli pół minuty przewagi nad Brytyjczykiem po otwierającej wyścig drużynowej jeździe na czas. Na deszczowym 9. etapie z grupy liderów na ostatnim kilometrze odjechał Alberto Contador, a gdy po chwili Quintana zaczął gonić Hiszpana, Froome nie zdołał chwycić jego koła. W ten sposób Kolumbijczyk przejął koszulkę lidera. Dzień później musiał ją oddać, gdy z powodu upadku stracił do Contadora prawie 4 minuty podczas czasówki. Następnego dnia ponownie miał kraksę i wycofał się z wyścigu.

– Był dla mnie wymagającym rywalem, więc szkoda, że musiał się wycofać. To złe dla sportu – mówił wówczas Contador, który na wspomnianej czasówce pokonał Froome’a o prawie minutę. – To zdecydowanie nie jest ten sam Chris Froome, co podczas tegorocznego Dauphine albo ubiegłoroczonego Tour de France – oceniał Hiszpan, który ostatecznie wygrał wyścig z 1 minutą i 10 sekundami zapasu nad drugim Froomem.

Tak było naprawdę: Froome i Quintana spotkali się na Vulecie i – choć wtedy Kolumbijczyk wydawał się mocniejszy – decydującej części wyścigu mógł się tylko przyglądać.

2015. Froome wraca na szczyt

W sezonie 2015 Froome wracał na Tour de France, aby odzyskać tytuł, a Quintana liczył na pierwsze zwycięstwo w Wielkiej Pętli. W Tour de Romandie obaj musieli uznać wyższość Ilnura Zakarina. Zawodnik Team Sky był trzeci, wyprzedzając Kolumbijczyka o 1 minutę i 7 sekund. Całą przewagę uzyskał na czasówkach. 

Podczas próby czasowej otwierającej rywalizację Tour de France Quintana znowu przegrał z Brytyjczykiem, ale strata 11 sekund nie była bolesna. Zdecydowanie gorszy był bilans drugiego dnia rywalizacji. Na płaskim etapie peleton podzielił się i Froome wyprzedził Kolumbijczyka o prawie półtorej minuty. Trzeciego dnia zawodnik Team Sky lepiej zniósł decydujący atak Purito Rodrigueza i zyskał kolejne sekundy nad Quintaną. Wyścig nie wjechał jeszcze do Francji, a Nairo już tracił prawie dwie minuty.

Kolejne dni przyniosły rywalizację sprinterów i na potyczkę zawodników walczących w klasyfikacji generalnej trzeba było zaczekać do 10. etapu. Na 6 kilometrów przed końcem odcinka na czele pozostawało trzech zawodników – Froome, Quintana i prowadzący Richie Porte, który w tamtych czasach był dla Brytyjczyka nieocenionym pomocnikiem. Gdy Froome podniósł się z siodełka i z charakterystyczną kadencją przyspieszył, Porte tylko spojrzał na Quintanę. Na mecie lider Sky zyskał kolejną minutę nad Kolumbijczykiem i jego wyższość w tym wyścigu nie ulegała wątpliwości.

Na koniec Touru powtórzyła się historia sprzed dwóch lat – na ostatnich górskich etapach Nairo ponownie odrobił część strat do Froome’a, ale wówczas Brytyjczykowi wystarczało, aby po prostu dojechać do Paryża.

Na koniec sezonu obaj pojechali jeszcze do Hiszpanii, ale tam nie odgrywali głównych ról. Tym razem to Froome wycofał się po upadku, a Quintana był co prawda czwarty, ale w tamtym wyścigu bardziej emocjonowaliśmy się rywalizacją Toma Dumoulina, Fabio Aru, Purito Rodrigueza i Rafała Majki.

Tak było naprawdę: Froome już na pierwszych etapach Tour de France zbudował przewagę nad Quintaną. Nie tylko w czasówce, ale też na podjazdach, a nawet na płaskim etapie. W rywalizacji między naszymi bohaterami kolejny punkt należy się więc Brytyjczykowi, ale też… Eusebio Unzue, który przypominał, że Froome mógł liczyć na kolegów ze swojej grupy. To oni pilnowali Froome’a na płaskich etapach, a Richie Porte towarzyszył Brytyjczykowi także podczas decydującej potyczki z Quintaną.

2016. Sekunda do sekundy

Ten sezon lepiej rozpoczął Quintana, który wygrał w Katalonii. Zwycięstwo wywalczył na czwartym etapie, gdy odjechał reszcie zawodników walczących o końcowy w triumf, w tym Froome’owi.

W Tour de Romandie górą ponownie był Kolumbijczyk.  Na drugim etapie przegrał finisz o zwycięstwo z Ilnurem Zakarinem, ale sędziowie uznali, że Rosjanin zajechał mu drogę i przyznali triumf kolarzowi Movistaru. Froome miał wtedy jeszcze kilka kilometrów do mety, gdyż po przebiciu opony stracił kontakt z grupą i wjechał na metę z 17-minutową stratą. W kolejnych dniach zdążył pokazać dobrą formę, ale to Quintana cieszył się ze zwycięstwa w klasyfikacji generalnej.

W kolejnych tygodniach Nairo wygrał w Route du Sud, a Froome w Criterium du Dauphine. Tour de France ponownie miał być potyczką tych dwóch zawodników. W tamtym roku długo trzeba było czekać na etapy, które rozrysują kształt klasyfikacji generalnej. Najpierw rywalizowali sprinterzy, później koszulkę lidera nosił Greg van Avermaet i dopiero 8. etap dał pierwsze rozstrzygnięcia. Wygrał Froome, jednocześnie przejmując koszulkę lidera. Na szczycie Col de Peyresourde był tuż przed Quintaną. Na zjeździe zyskał 13 sekund przewagi nad rywalami.

Froome’owi udało się uciec na zjeździe i udało się też na płaskim etapie. Na 11. odcinku wyścigu uciekał wraz z Peterem Saganem, Maciejem Bodnarem i Geraintem Thomasem. Sprint wygrał oczywiście Słowak, ale Brytyjczyk zyskał kolejne sekundy. Zyskiwał nawet wtedy, gdy przyjeżdżał… za Quintaną. Tak było na Mont Ventoux, gdy podczas pamiętnego etapu Froome biegł bez roweru, a etap zdecydowało się przerwać. Sędziowie zdecydowali, że Brytyjczyk będzie miał taki sam czas jak Bauke Mollema i Richie Porte, z którymi jechał w momencie kraksy. Australijczyk jeździł już w BMC, ale ponownie – choć w nieco inny sposób – odegrał ważną rolę w drodze Froome po triumf w Tour de France.

Dzień po wydarzeniach na Mont Ventoux Froome dołożył Quintanie dwie minuty podczas jazdy indywidualnej na czas i mógł odetchnąć z ulgą. Miał już bezpieczną przewagę w klasyfikacji generalnej. Na 17. etapie wjechał do Finhaut-Emosson razem z… Richiem Porte, znowu zyskując sekundy nad rywalami w klasyfikacji generalnej. Kolejnego dnia wygrał czasówkę i zwycięstwo w Tourze stało się faktem. Quintana znowu odrobił trochę na dwóch ostatnich etapach i tym razem skończył wyścig na trzecim stopniu podium. Tak naprawdę jednak ani przez chwilę Froome’owi nie zagrażał, choć wiosenna dyspozycja dawała nadzieję na pokonanie Brytyjczyka.

Podrażniony takim przebiegiem Touru Quintany liczył na rewanż podczas Vuelty, gdzie obaj kolarze mogli liczyć na solidne wsparcie swoich ekip. W otwierającej wyścig drużynowej czasówce Sky i Movistar przyjechały… z identycznym czasem. Na poważną walkę o klasyfikację generalną trzeba było zaczekać do ósmego etapu. Wtedy górą o pół minuty był Quintana, który na chwilę został liderem wyścigu. Koszulkę założył już na dobre dwa dni później, gdy wygrał na Lagos de Covadonga. Froome próbował go gonić, ale nie dał rady. Dzień później odjechali w dwójkę. Na 800 metrów przed metą atak zainicjował Kolumbijczyk. Froome utrzymał koło, a potem wyszedł na prowadzenie, którego już nie oddał. Na mecie cieszył się ze zwycięstwa, ale to Nairo zbliżył się do końcowego triumfu. Na 14. etapie Quintana ponownie atakował, ale Froome przetrzymał jego próbę. Dzień później Brytyjczyk nie miał już za wiele do powiedzenia. W Formigal przegrał z kolarzem Movistaru o prawie trzy minuty i nie mogła pomóc mu już nawet czasówka zaplanowana na 19. etap.

Tak było naprawdę: Jeden tour dla Froome’a i jeden dla Quintany. O ile jednak we Francji kolarz Sky budował przewagę w dość niekonwencjonalny sposób, tak w Hiszpanii Kolumbijczyk zdobywał przewagę na podjazdach.

2017-2019 Wielkie dni Froome’a już bez Quintany

Tamta Vuelta była ostatnim wielkim sukcesem Quintany. W następnym roku wygrał jeszcze Volta a la Comunitat Valenciana i Tirreno-Adriatico, ale w grand tourach stać go było jedynie na etapowe wygrane. Froome w tym czasie dokonał rzeczy niemożliwej – wygrał wszystkie trzytygodniówki pod rząd. Zaczął od Tour de France, później triumfował w Vuelcie, a na koniec w Giro. W roli jego rywali Quintanę zastąpili jednak inni kolarze, a wygrane Brytyjczyka zaczęły być wyprane z pozytywnych emocji. We Francji triumfował bez etapowego zwycięstwa. Nad triumfem w Vuelcie cieniem kładzie się afera z salbutamolem. Dopiero w Giro Froome pokazał, że potrafić dostarczyć rozrywki, decydując się na szalony, 80-kilometrowy atak, gdy wydawało się, że nie ma już szans na końcowy triumf.

Epilog

Criterium Dauphine 2019 było ostatnim etapem przygotowań do Tour de France dla jednego z liderów Team Ineos – Chrisa Froome’a. 1. etap nie przyniósł zamieszania w klasyfikacji generalnej. Na drugim wygrał Dylan Teuns, a grupa faworytów wjechała na metę 13 sekund za nim. Wśród nich Froome i tuż obok niego – doświadczony Kolumbijczyk, który usiłował wrócić do formy sprzed kilku lat.

Dzień później Froome i Quintana ponownie wjeżdżają na metę obok siebie, podczas gdy sprinterzy walczą o zwycięstwa. Na 4. etapie odbywa się czasówka. Brytyjczyk zawsze zyskiwał w ten sposób cenne minuty, które miały niebagatelny wpływ na rywalizację z Quintaną. Nairo i tym razem nie błyszczy, tracąc do zwycięzcy ponad półtorej minuty. Ale Froome’a nie ma. Podczas rekonesansu trasy upada, a kontuzja wyklucza go ze ściganie na osiem miesięcy.

Dziś to Quintana, który często z Froomem przegrywał, jest o krok dalej od niego. Po przeprowadzce do Arkei Samsic wydaje się być na najlepszej do drodze do odzyskania formy. Tymczasem Brytyjczyk dopiero wraca do peletonu i potrzebuje czasu, aby wrócić do formy. Dla niego zawieszenie zmagań spowodowane pandemią koronawirusa może okazać się zbawienne. 

Sebastian Torzewski

*Zdjęcie ilustrujące artykuł pochodzi z twitterowego profilu Basa Tietemy

To Top