Felietony

Geniusz i szaleństwo. “Czy jak pies biegnie koło roweru to już jest traktowane jako wyprowadzanie na spacer?”

Pandemia koronawirusa sprawiła, że ludzie zostali na dłużej uwięzieni w domach. Jest to szczególnie dotkliwe dla tych z nas, którzy na codzień sporo czasu spędzają na świeżym powietrzu, oddając się rozmaitym aktywnościom fizycznym. W dobie izolacji radzą sobie z tym bardzo różnie. Część irytuje dziecinnym oporem, ale spora grupa pokazuje, że żaden wirus nie jest w stanie zatrzymać pasji.

Wprowadzone przez rząd ograniczenia mocno uderzają w rowerzystów, którzy obecnie nie mają jak oddawać się swojemu hobby. Przynajmniej w jego normalnej wersji. Nie można jeździć po lasach, parkach, bulwarach. Trudno zrobić trening na szosie, jazda w grupach jest surowo zabroniona. To wszystko koszt, jaki ponosi całe społeczeństwo w walce z koronawirusem. Koszt przez większość akceptowany.

To nie znaczy, że przez wszystkich. Nagle w mediach społecznościowych uaktywniła się grupa amatorów kolarstwa, którzy zaczęli tylko szukać luk, żeby jakoś te ograniczenia obejść. Objechać. Pojawiają się idiotyczne pytania, czy jak pies biegnie koło roweru to już jest traktowane jako wyprowadzanie na spacer? Czy jak ktoś wiezie babcię do sklepu na bagażniku czy na kierownicy to jest dozwolone czy też nie? Są też stwierdzenia, szczególnie młodych ludzi, że oni o swoją rodzinę zadbali, a resztę mają w d… i nie zamierzają ograniczać swoich aktywności. To na szczęście margines. Nie warto poświęcać mu miejsca, trzeba ignorować i izolować, nawet w normalnych czasach.

Przyznaje, że drażni mnie ta pierwsza postawa. Wiecznego szukania luki, prób omijania zakazów na wszelkie sposoby. Pokazując, że się da, że „im się udało”. Tylko po co? Co to daje? Co tak naprawdę im się udało? Obejście zakazu, który w założeniu ma chronić czyjeś życie? Pewnie nie każde obostrzenie ma realny wpływ na brak rozprzestrzeniania się koronawirusa. Możliwe, że niektóre są niepotrzebne. Nie wiem tego, przypuszczam, że niewiele osób ma odpowiednią wiedzę, żeby realnie to ocenić. Z całą pewnością jednak warto znieść jedną niewygodę za dużo niż wprowadzić o jedną za mało. Życie i zdrowie ludzi jest cenniejsze niż jazda na rowerze, bieg po parku, kopanie piłki. Dlatego szukanie obejść, krytyka zakazów czy lamentowanie, że nie można jechać rowerem do parku irytuje mnie jak taktyka Movistaru, złości jak brak pomocy współtowarzyszy ucieczki dla Cancellary. I smuci jak to, że peleton zawsze doganiał Marcina Sapę.

To jednak tylko jedna część. Druga, ta która budzi mój podziw, jest mam wrażenie sporo większa. To ludzie, którzy w tych trudnych czasach radzą sobie jak mogą i starają się w domach stworzyć sobie przynajmniej namiastkę rowerowych przejażdżek. Trenażery, rozmaite konstrukcje z podniesionym tylnym kołem, umożliwiające „jazdę” rowerem w domach. Budujące przykłady małych zwycięstw pasji nad wirusem. Każdy z nas czeka na kolejny wyjazd w góry, wspinaczkę na lokalny szczyt. Odlicza dni do startu w wyścigu albo choć niedzielnej przejażdżki po ścieżce rowerowej. Niektórzy stęsknili się nawet za przekleństwami kierowców, uważających się za królów szos.

Widząc nagrania na Twitterze, jak wielu amatorów kolarstwa szaleje na trenażerach, jak pokonują kolejne kilometry, przypomina mi się kapitalny monolog ze sztuki „Geniusz i szaleństwo”, traktujący o aktorstwie, a właściwie o tym, że prawdziwy aktor jest na nie po prostu skazany. Kończy się on słowami „Gra się, bo zwariowałoby się, nie grając”. Myślę, że ze sportem, z kolarstwem jest podobnie. Jeździ się, bo zwariowałoby się nie jeżdżąc.

Dlatego mam nadzieję, że coraz więcej tych wiecznie narzekających po prostu wsiądzie na rowerek stacjonarny i wypoci swoje frustracje. W domowym zaciszu, bez jednoczesnego tweetowania czy pisania na Facebooku. Niech potraktują to po prostu jako dłuższy sezon przygotowawczy, po którym wrócą na szosy naładowani energią jak Maciej Bodnar. Jak rapował Miuosh „Choć nie raz los kazał nam w przepaść skakać, my nauczyliśmy się latać”. Na razie latajmy po domu, ale mam nadzieję niedługo, wylecimy znowu w świat.

To Top