Felietony

Pielęgniarka z olimpijskim medalem

Przełożenie igrzysk olimpijskich o rok to dla wielu sportowców niezwykle trudny moment. Wielu z nich poświęciło cztery lata swojego życia, by przygotować się do tej imprezy, a teraz dowiedzieli się, że czekają ich kolejne miesiące wyrzeczeń. Być może wielu z nich rozważa zakończenie kariery, nie znajdując już w sobie sił, by nadal dawać z siebie wszystko. O tym, że czasem z taką decyzją warto poczekać, pokazuje historia Amerykanki Susan DeMattei.

Urodzona i wychowana w Kalifornii DeMattei od dziecka była ruchliwą dziewczynką, lubiącą aktywność fizyczną. Sporo jeździła na rowerze, ale dopiero podczas studiów na publicznym uniwersytecie w Chico miała okazję spróbować swoich sił na rowerze górskim. I okazało się, że ma do tego ogromny talent!

Pierwsze sukcesy przyszły bardzo szybko i profesjonalna kariera nabrała rumieńców. Zaczęły się zwycięstwa w coraz bardziej prestiżowych zawodach i pierwsze medale w mistrzostwach kraju. Choć jazdę w MTB zaczęła dość późno, wrodzona wydolność i etos pracy powodowały, że szybko nadrabiała zaległości w stosunku do rywalek. Cały czas jednak sport był dla niej tylko odskocznią, raczej hobby niż planem na życie. Tym było pielęgniarstwo, które studiowała i któremu planowała się poświęcić.

W 1994 roku miasto Vail w Kolorado było gospodarzem mistrzostw świata w MTB. Dla całej ekipy Stanów Zjednoczonych była to niezwykle ważna impreza, do której przygotowywali się bardzo ciężko. Zaowocowało to czterema krążkami i drugim miejsce w tabeli medalowej. Swoją wielką chwilę przeżyła DeMattei, która zdobyła srebrny medal w cross country, będąc najlepszą z Amerykanek.

Miała już 32 lata i postanowiła, że najwyższy czas powiedzieć stop. Chciała w końcu zostać pielęgniarką, a do tego planowała już ślub i była gotowa na założenie rodziny. Kolarstwo nie było całym jej światem, a kilka lat, które mu poświęciła, wydawały się jej wystarczającym okresem. Przyszła pora na coś nowego. Jak się okazało, los chciał inaczej. Tuż po tym, jak zdecydowała się na rozstanie z rowerem, otrzymała wiadomość, że MTB zostanie włączone do programu igrzysk olimpijskich w Atlancie w 1996 roku. I jak tu odejść w takiej chwili?

DeMattei odłożyła myśli o rezygnacji i postanowiła walczyć o igrzyska. Gospodarze mieli dwa miejsca w kadrze. Murowaną kandydatką wydawała się Juli Furtado, natomiast o pozostałe miejsce walczyły jeszcze Ruthie Matthes i Tammy Jacques-Grewal. Kwalifikacje trwały przez cały 1995 rok i niemal połowę 1996. Pielęgniarce z Kalifornii udało się zdystansować rywalki i pojechać na igrzyska, choć jeszcze niedawno była już gotowa zrzucić treningowe ubrania i rozpocząć pracę w którymś ze szpitali.

– Jechałam na igrzyska, miał tam być mój przyszły mąż, na jesień planowaliśmy ślub. Byłam szczęściarą – wspominała po latach zawodniczka.

Same igrzyska również były dla niej niezwykle udane. Choć znów musiała uznać wyższość Kanadyjki Alison Sydor, która wyprzedziła ją również podczas MŚ w Vail, a także zwyciężczyni olimpijskiego wyścigu Włoszki Paoli Pezzo, DeMattei ponownie na swojej ziemi była najlepsza z Amerykanek i wywalczyła brązowy medal, odnosząc tym samym swój życiowy sukces. Mając 34 lata i będąc już właściwie „po drugiej stronie rzeki”.

Odłożenie decyzji o końcu kariery okazało się znakomitą decyzją, ale po igrzyskach w Atlancie przyszedł czas, by pożegnać się z rowerem. Mimo ogromnego sukcesu Amerykanka cały czas pozostawała wierna swojemu powołaniu. Zaledwie kilka tygodni po tym, jak stanęła na olimpijskim podium, wróciła do normalnego życia. Znalazła pracę na oddziale chirurgicznym w szpitalu w niewielkim miasteczku Gunnison w stanie Kolorado, wyszła za mąż i rozpoczęła życie, które sobie zaplanowała.

Wielu sportowców od dziecka marzy o karierze i medalach, nie widząc dla siebie innych alternatyw. DeMattei chciała zostać pielęgniarką, a sport był raczej zauroczeniem niż miłością. Mimo tego magia igrzysk odwiodła ją od zakończenia kariery, co okazało się znakomitą decyzją, zakończoną podium w Atlancie. Trudno o lepszą zachętę dla zawodników, którzy obecnie stają przed takim dylematem.

Kolarska historia DeMattei miała również ciąg dalszy. Pracę w szpitalu i wychowanie dzieci zaczęła łączyć również z organizacją wyścigów charytatywnych i treningów dla młodzieży. Szczególnie stawiała na zajęcia dla dziewczynek. Sama wspominała, że kiedy zaczęła jeździć w MTB była przerażona i niepewna siebie. Rower dał jej nie tylko medale, ale też pozwolił uwierzyć w siebie i poznać swoją wartość. I właśnie to stara się przekazywać swoim następczyniom.

To Top