Świat

Europa „rzuciła się” na trenażery. Czy tak samo jest w Polsce?

Rozprzestrzeniający się koronawirus i wprowadzone w związku z nim ograniczenia sprawiły, że na południu Europy niemal wszyscy – zarówno amatorzy, jak i zawodowcy zmuszeni zostali do treningów na trenażerach. Jak donoszą media, w zachodniej Europie tego sprzętu zaczyna już brakować, a ceny gwałtownie poszły w górę. Czy w Polsce grozi nam to samo? Sprawdziliśmy.

Przypomnijmy: w związku z nieustannie rosnącą liczbą zakażeń rządy m.in. Francji, Hiszpanii i Włoch podjęły decyzję o wprowadzeniu zakazu opuszczania domów, za wyjątkiem absolutnej konieczności, jak chociażby zakupów czy wyjazdów do pracy. Tym samym zakazane stały się treningi szosowe, i to zarówno dla amatorów, jak i kolarzy z profesjonalnym kontraktem. Za wyjazd na takowy w Hiszpanii grozi nawet kilka tysięcy euro mandatu.

Nic zatem dziwnego, że chcący choć częściowo utrzymać reżim ćwiczeń masowo rzucili się do sklepów. Redakcja „Road.cc” pisze nawet o „panicznym wykupywaniu” trenażerów. Postanowiliśmy sprawdzić, czy i nad Wisłą sytuacja jest równie trudna.

Póki co okazuje się, że… nie jest źle. W większości polskich sklepów ceny utrzymują się na standardowym poziomie, choć są i takie, które ustawiają się frontem do klienta i… obniżają ceny. Przykład? Sklep Tricarbon.pl, który zredukował ceny wszystkich rodzajów sprzętu – począwszy od tych „budżetowych” po ten najwyższej klasy. Dla przykładu – jeden z podstawowych modeli, Tacx Blue Matic możemy otrzymać już za 649 złotych. Gdybyśmy z kolei woleli popularne „rolki” – Tacx Antares dostępny jest już za 639 złotych. Coś dla siebie znajdą też ci, którzy celują w sprzęt z wyższej półki.

Jak zatem widać – w Polsce prawdopodobnie nie musimy się obawiać tego, że ceny nagle pójdą w górę. Z uwagi jednak na fakt, że prognozowane są chłodniejsze dni, warto pomyśleć o tym, by w odpowiedni sprzęt zaopatrzyć się już teraz. Bo skoro jest okazja… to czemu nie skorzystać?

To Top