Felietony

Bohater, który narodził się na zgliszczach

Constante Girardegno

O sporcie w czasach zarazy, zagrożeniach związanym z koronawirusem, odwoływaniu kolejnych imprez i całej reszcie negatywnych zjawisk, jakich obecnie doświadczamy, napisano już bardzo wiele. Dlatego warto czasem skupić się na pozytywnych historiach bohaterów rodzących się na zgliszczach.

Po I Wojnie Światowej Stary Kontynent nie był już taki sam jak wcześniej. Spora część Europy była w ruinie, społeczeństwo dopiero odbudowywało się po traumatycznych przeżyciach, a kraje podnosiły się z upadku. Tak właśnie było we Włoszech, gdzie jednak nie zmieniło się jedno – miłość do kolarstwa.

Chociaż stan infrastruktury w tym kraju był opłakany i zamiast malowniczych miasteczek częściej widać było zgliszcza, postanowiono reaktywować po wojennej przerwie narodowy tour, Giro d’Italia. Niełatwo było przeprowadzić trasę przez zniszczony kraj, ale organizatorzy, przy olbrzymiej dozie dobrej woli i wielu poświęceniom, zdołali jakoś wytyczyć dziesięć etapów, ze startem i metą w Mediolanie.

Jakby mało było zniszczeń po wojnie, świat ogarnęła jedna z najstraszliwszych pandemii w dziejach ludzkości, grypa potocznie zwana „hiszpanką”. Choć trudno oszacować, ilu ludzi zmarło, podaje się, że mogło to być od 20 do nawet 100 milionów ludzi na całym świecie. Zarażeniu uległo prawie pół miliarda, czyli 27% mieszkańców.

Jednym ze szczęśliwców, którym udało się przeżyć, był świetnie zapowiadający się przed wojną kolarz Constante Girardengo. Choć omal nie umarł, doszedł do siebie po chorobie i postanowił, że wróci na rower. Jego menedżer nie wierzył jednak, że osoba, która przeszła grypę, otarła się o śmierć i ledwo doszła do siebie, może jeszcze profesjonalnie ścigać się na rowerze. Początkowo odmówił przywrócenia mu zawodowej licencji, ale kolarz postawił na swoim i wrócił do peletonu.

Start Giro 1919 był wielką niewiadomą, ale spragnieni sportowych wrażeń Włosi z utęsknieniem czekali, aż znów będą mogli zobaczyć swoich ulubieńców. Girardengo cieszył się sporą sympatią, bo już przed wojną zdobywał mistrzostwo swojego kraju, a w 1918 wygrał swój pierwszy (w sumie uzbierał aż sześć triumfów!) Mediolan – San Remo. Nikt jednak nie wiedział, czego spodziewać się po wyścigu, który odradzał się wraz z całym krajem.

Mimo wielu obaw okazało się, że Giro ponownie podbiło serca Włochów i na kilka dni pozwoliło im zapomnieć o cierpieniach, jakich doznawali przez ostatnie lata. Już dwa pierwsze etapy były wielkim popisem Girardengo, który zarówno w Trydencie jak i w Trieście jako pierwszy wjeżdżał na linię mety, przywdziewając ku uciesze fanów różową koszulkę lidera. Po dwóch płaskich etapach, z których jeden co ciekawe liczył ponad 400 kilometrów, udało mu się utrzymać na prowadzeniu. Również po etapie numer pięć, z metą w Neapolu, wygranym przez Gaetano Belloniego, to urodzony w Novi Ligure zawodnik znajdował się na czele. I wtedy nawet jego menedżer, wątpiący w siły kolarza po ciężkiej chorobie, odzyskał wiarę w sukces.

Girardengo zrobił jednak coś, co przeszło oczekiwania nawet jego najbardziej fanatycznych kibiców. Wygrał pięć kolejnych etapów, łącznie z ostatnim z metą w Mediolanie, i jako pierwszy w historii Giro kolarz wygrał całą imprezę, będąc liderem nieprzerwanie od początku do końca. Zwyciężył siedem na dziesięć etapów, w klasyfikacji końcowej drugiego zawodnika wyprzedził o ponad 50 minut. Na powojennych zgliszczach narodził się nowy bohater, heros pokazujący nie tylko sportowy geniusz, ale też będący pięknym obrazem podnoszącego się z upadku społeczeństwa.

Po swoim wielkim sukcesie zyskał niesamowitą popularność, mówiło się, że jest bardziej znany i lubiany niż Benito Mussolini, a w jego rodzinnym miasteczku zatrzymywały się wszystkie pociągi ekspresowe, co było zaszczytem, który spotykał głównie głowy państw. Był pierwszą prawdziwą gwiazdą kolarstwa i pierwszym “Campionissimo”.

Co ciekawe, do kultury masowej przeszedł nie tylko jako wielki zawodnik, ale też znajomy nie mniej słynnego przestępcy Sante Pollastriego, o którym, podobnie jak o naszym Jerzym Paramonowie, powstało wiele miejskich legend. O znajomości ganstera i kolarza pisano piosenki, kręcono filmy, a nawet wystawiano sztuki teatralne.

Girardengo przetrwał wielką wojnę, straszliwą pandemię, a mimo to, został wielkim kolarskim mistrzem. Był bohaterem, który narodził się na zgliszczach.

To Top