Świat

Niby w lycrze, a jednak Bad Boy – sylwetka Miguela Angela Lopeza

Miguel Angel Lopez
Miguel Angel Lopez / fot. Astana

Jest na mapie taki kraj jak Kolumbia. Kraj niezbyt bogaty, bezprawiem i narkotykami płynący. Jednak jest to też kraj zamieszkały przez wielu kibiców, a wręcz miłośników sportu.

Wymienieni wyżej miłośnicy, z pewnością mają kogo miłować, wśród szosowców również, powiedzieć, że Kolumbia ma wielu znakomitych kolarzy, to nie powiedzieć nic, sylwetkę jednego z nich postaram się odrobinkę przedstawić. Kto to będzie?

  • Egan Bernal?
  • Pudło,
  • to może Nairo Quintana?
  • Nie tym razem.

Głównym bohaterem poniższego tekstu, przy czym słowo “bohater” nie znalazło się tutaj przez przypadek, będzie jedna z wielu młodych gwiazd peletonu, jedna z najjaśniejszych, ale musząca się bronić przed naporem jeszcze świeższej krwi. Przed Państwem Miguel Angel Lopez, zwany Supermanem.  

Sport potrzebuje wyrazistych postaci, kolarstwo również. Mamy showmana w postaci Petera Sagana, mamy Mario Balotelliego na rowerze reprezentowanego przez Gianniego Moscona, całe szczęście mamy też Bad Boya, ale takiego, z którym kibice się utożsamiają i którego szanują.

Miguel Angel Lopez, to jeden z wielu reprezentantów Kolumbii w peletonie. Urodził się 4 lutego 1994 roku w mieście Boyaca, położonym na wysokości 2600 metrów nad poziomem morza. Warto dodać że ma sześciu braci. Podobnie jak w przypadku Nairo Quintany, jego pierwsze przygody z rowerem były mocno powiązane z koniecznością dotarcia do szkoły. Było to po ukończeniu przez Miguela 15 lat.

Niewysoki, bo mierzący 170 cm, dość solidnie zbudowany jak na górala zawodnik, od początku zawodowej kariery związany jest z ekipą Astana. I póki co niewiele wskazuje by miało się to zmienić. Mimo stosunkowo młodego wieku, chociaż w obecnych czasach wiek wejścia do World Touru mocno się obniżył, kolarz ten może pochwalić się już całkiem niezłymi osiągnięciami, do jego najlepszych wyników można zaliczyć z pewnością:

  • 3 miejsce w klasyfikacji generalnej Giro d’Italia 2018, wygrana klasyfikacja młodzieżowa tegoż wyścigu,
  • 3 miejsce w klasyfikacji generalnej Vuelta Espana 2018
  • Zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Volta Catalunya 2019, wygrany etap,
  • Zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wyścigu Tour de Suisse 2016,
  • Dwa zwycięstw etapowe podczas Vuelta Espana 2017,
  • Zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Tour de l’Avenir 2014.

Aż trudno uwierzyć, że w zeszłym tym roku wygrał (po raz kolejny) klasyfikację młodzieżową Giro d’Italia. Ten chłopak już tak długo śmiga na wysokim poziomie, że aż dziwnym jest nadal oglądać go w koszulce dla młodzieżowca. Jednak wśród tych wszystkich wyników brakuje wielkiego wow. Lopez musi się o takowy wynik postarać, gdyż nacisk rówieśników, a nawet młodszych zawodników jest bardzo odczuwalny, ostatnio bez wątpienia solidne wow robią tacy zawodnicy jak Egan Bernal, Tadej Pogacar, czy Kanibal Evenepoel.

Sam zawodnik sezon zaczął solidnie. Wszakże, już odhaczył w 2020 roku jeden etap, podczas wyścigu dookoła Algarve. Nadchodzący sezon będzie dla Kolumbijczyka szalenie ważny, gdyż będzie musiał podkreślić ciągłą przynależność do absolutnego topu wśród najmłodszych w peletonie. Okazja w tym roku szykuje się bowiem najlepsza z wszystkich możliwych, gdyż zespół z Kazachstanu zapowiedział, że Kolumbijczyk dostanie szansę debiutu w Wielkiej Pętli.

Jednak nie to miało być głównym wątkiem tego tekstu, chciałem podkreślić charakter złego chłopca kolumbijskiego młodego górala. Wszyscy przecież pamiętamy jak wspaniale rozprawił się z przeszkadzającym kibicem podczas ostatniego Grand Touru w Italii. Czy ja popieram takie zachowanie? W tej sytuacji jak najbardziej tak, sam jestem kibicem, jednak nie kibicuje buractwu szerzącemu się coraz bardziej przy trasach wyścigów kolarskich, mam tu na myśli zachowanie, które częściej utrudnia zawodnikom ściganie, niż pomaga w odnoszeniu dobrych wyników. A to upomnienie w wykonaniu Lopeza być może utemperuje zapędy co niektórych fanów tego sportu.

źródło: youtube.com

Ale najpiękniejsza w Supermanie jest geneza jego pseudonimu. Pewnie większość z was doskonale zna tę historię, ale uważam, że naprawdę warto ją przytoczyć. Otóż szesnastoletni Miguel obronił się podczas jednego z treningów przed dwoma przestępcami, chcącymi ukraść jego rower. Mało tego, jeden z nich dźgnął zawodnika nożem w nogę. Superman swojej maszyny bronił do końca. Po czym na tymże obronionym rowerze wystartował podczas Vuelta a Colombia Juventud, krajowego wyścigu juniorów. Prezenter telewizyjny opowiedział  wspomnianą historię, mówiąc, że Lopez leciał na górę, podobnie jak Superman.

Nie będę więcej tutaj się “produkował”, niechaj każdy z nas broni swojej pasji niczym Superman Lopez. Takich właśnie osób potrzebuje sport, tacy zawodnicy przyciągają publikę, przyciągają sponsorów, sprawiają, że o naszej dyscyplinie jest głośno. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale tak ten świat już jest skonstruowany.

It’s Lopez Superman,
Climbing fast is his plan.

To Top