Świat

Kuurne-Bruksela-Kuurne 2020: Niesamowity triumf Kaspera Asgreena!

Duńczyk z ekipy Deceuninck-Quick Step doskoczył do głównej ucieczki dnia tuż przed tym jak miał ją wchłonąć peleton. Asgreen miał na resztę wyścigu jednak inny plan – zostawił pozostałych uciekinierów i obronił się przed wściekle goniącym peletonem, a na metę w Kuurne wjechał kilka metrów przed główną grupą!

Drugi z północnych klasyków tego sezonu był o wiele łatwiejszy, niż sobotni Omloop Het Nieuwsblad. Kolarze do pokonania mieli co prawda podobny dystans (201 kilometrów), lecz w zdecydowanie mniej wymagającym terenie, przy zaledwie dwóch, krótkich sektorach bruku. Mocno prawdopodobnym scenariuszem była walka mocniejszych sprinterów, wśród których za faworyta uchodzić mógł Matteo Trentin (CCC Team).

źr. La Flamme Rouge

Jak można było się spodziewać chętnych do ataku od startu nie brakowało i dopiero po kilkunastu minutach wyklarowała się ucieczka dnia w składzie Jonas Abrahamsen (Uno-X Norwegian Development Team), Roy Jans (Alpecin-Fenix), Hugo Houle (Astana), Mikkel Bjerg (UAE Team Emirates) oraz Boris Vallée (Bingoal-Wallonie Bruxelles). Peleton niespecjalnie palił się do gonienia harcowników, a to poskutkowało tym, że po przekroczeniu połowy wyścigu czołówka miała blisko 7 minut przewagi nad peletonem.

Rzecz jasna taka przewaga nie pozwalała jakkolwiek snuć planów o przechytrzeniu głównej grupy tym bardziej, że peleton zabrał się za odrabianie strat. Na trasie brakowało ciekawych wydarzeń, a jedynym wartym odnotowania zdarzeniem był defekt jadącego w ucieczce Bjerga. Młody Duńczyć po wymianie koła nie zdołał już odrobić dystansu do pozostałego kwartetu uciekinierów, którzy wciąż mieli 4 i pół minuty przewagi nad peletonem w momencie, gdy rozpoczynali wspinaczkę pod Oude Kwaremont.

Właśnie na Starym Kwaremoncie nastąpiły przetasowania w grupie zasadniczej. Mocniej szarpnął Matteo Trentin (CCC), a po jego przyspieszeniu w peletonie zostało około 20 zawodników. Przez kilkanaście kilometrów grupka faworytów miała około pół minuty przewagi nad głównym peletonem, ale ze względu na to, że czołówka wciąż była ponad 2 minuty przed faworytami mogliśmy co najwyżej ekscytować się teatralną złością Gianniego Moscona (Ineos) na wieść o wykluczeniu z wyścigu. Powiedzenie, że Włoch zachował się idiotycznie może kandydować do miana niedopowiedzenia miesiąca….

35 kilometrów przed metą wyglądało na to, że grupka faworytów zostanie “złapana” przez peleton, ale inne plany miał Greg van Avermaet (CCC). Lider “Pomarańczowych” w swoim stylu próbował szarpać i rozerwać towarzystwo, a po kolejnych “poprawkach” m. in. Boba Jungelsa (Deceuninck-Quick Step) ucieczka została praktycznie skasowana.

Praktycznie, bo na czele “uchowali” się Roy Jans i Boris Vallée, a gdy ich przewaga wynosiła w granicach 10 sekund doskoczył do nich Kasper Agreen (Deceuninck-Quick Step). Prowadząca trójka zdołała powiększyć przewagę do pół minuty na 18 kilometrów przed metą, a o tym, że wciąż byli w stanie jechać w mocnym tempie niech świadczy fakt, że peleton napędzany przez Ineos, Lotto-Soudal i Sunweb był bardzo rozciągnięty, a różnica wcale nie malała.

Tempo dyktowane przez Asgreena okazało się zbyt wymagające dla zmęczonego trudami ucieczki Jansa, a przez fakt, że jechał on jako trzeci problemy ze złapaniem koła młodego Duńczyka miał Vallée. Belg zdołał jednak doścignąć zawodnika Deceuninck-Quick Step i na początku piętnastokilometrowej pętli prowadzącej do mety wciąż prowadzący duet miał 30 sekund zapasu nad główną grupą.

10 kilometrów przed metą Asgreen miał dość jadącego bez zmian Borisa Vallee i zaatakował samotnie mając wciąż 20 sekund przewagi. Niemal przez cały czas wydawało się, że Duńczyk zostanie dogoniony dosłownie na ostatniej prostej, ale podopieczny Patricka Lefevere’a nie dał sobie wyrwać zwycięstwa i obronił się przed sprinterami odnosząc tym samym spektakularne zwycięstwo! Peleton przyprowadził Giacomo Nizzolo (NTT), a za plecami Włocha znalazł się Alexander Kristoff (UAE Team Emirates).

To Top