Świat

Brukowane klasyki czas zacząć. Zapowiedź Omloop Het Nieuwsblad 2020

Greg van Avermaet
Greg van Avermaet / fot. Patrick Verhoest / Omloop Het Nieuwsblad

Po wizycie na Antypodach, “rozgrzewkowych” imprezach na południu kontynentu i pogoni za pieniądzem otwierającymi dla kolarstwa nowe horyzonty wyścigach na Bliskim Wschodzie pora na prawdziwe otwarcie sezonu. Omloop Het Nieuwsblad nie tylko inauguruje bowiem całą kampanię północnych klasyków, ale dla wielu zawodników jest pierwszym, poważnym celem. Kto w prognozowanym deszczu i chłodzie sięgnie w Belgii po zwycięstwo?

Sięgający swoją historią 1945 roku wyścig to jedna z najtrudniejszych brukowanych imprez kalendarza. Nie tylko ze względu na trasę (która, nawiasem mówiąc, przy korzystnych warunkach pogodowych dawałaby cień szansy na przetrwanie bardziej wytrzymałym sprinterom), ale przede wszystkim – na surowe warunki, które zmieniają imprezę w prawdziwą walkę o przetrwanie. W Omloop nie ma miejsca na przypadek – wygrywa bezwzględnie najsilniejszy.

Pokazują to rezultaty z przeszłości – po raz ostatni grupa większa, niż czteroosobowa walczyła o zwycięstwo w 2009 roku. Do mety zazwyczaj kolarze dojeżdżają pojedynczo. “Na solo” na metę wjeżdżali też dwaj ostatni zwycięzcy – Zdenek Stybar (2019) i Michael Valgren (2018). Wiele wskazuje na to, że podobnie może być i tym razem – według prognoz pogody temperatura w godzinach wyścigu ma wynosić 6-7 stopni. Zapowiadane są ponadto opady deszczu, a przede wszystkim – bardzo silny wiatr, osiągający w porywach 80 km/h.

Trasa

Kolarze do pokonania będą mieć 200 kilometrów. Po starcie z Gandawy ruszą na południe i zaliczą przejazd plątaniną flandryjskich dróg, by finiszować w Ninove. Na trasie znajdzie się łącznie 9 brukowanych sektorów i 13 hellingen, czyli krótkich, stromych podjazdów, z których pięć poprowadzonych będzie właśnie po “kocich łbach”. Zapowiada się naprawdę morderczo, choć z drugiej strony – ze szczytu ostatniego podjazdu (i jednocześnie – bruku) do mety będzie jeszcze niemal 14 kilometrów po drodze wiodącej nieustannie lekko w dół.

źr. organizatorzy
źr. organizatorzy

Faworyci

Kręta (jak widać powyżej) trasa, wąskie podjazdy oraz silny wiatr sprawiają, że od pierwszych kilometrów wyścig będzie raczej niespokojny, a stawka w Omloop Het Nieuwsblad może błyskawicznie się podzielić. To w połączeniu z faktem, że z kilometra na kilometr następować będzie selekcja “od tyłu” sprawia, iż kiedy przyjdzie do finałowych rozstrzygnięć (na ostatnich 40-30 kilometrach) w grze pozostanie zapewne zaledwie kilkunastu kolarzy.

Co wydarzy się potem? To już dość trudno przewidzieć. Kombinacja dwóch ostatnich, bardzo trudnych podjazdów (1 km, 7,2% oraz 0,7 km, 6,7%) z pewnością skłoni najsilniejszych zawodników do ataku. Być może na czoło wyrwie się jeden śmiałek, być może będzie ich kilku lecz scenariusz taki uznać można za pewnik. Diabeł jednak tkwi w szczegółach, a w tym przypadku – w tym, że finałowe 14 kilometrów kolarze pojadą lekko w dół, przy wietrze w plecy. Z jednej strony – taki dystans daje czas grupie pościgowej na to, by dogonić ewentualnych atakujących, z drugiej – tym, którzy ruszą w odjazd w finale będzie po prostu łatwiej.

Kogo zatem wskazywać jako faworyta? Wydaje się, że biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, najwyżej stoją akcje Grega van Avermaeta. Belga wskazuję nie przez sympatię dla polskiego CCC Team, a przede wszystkim ze względu na fakt, że w sezonie 2020 wydaje się piekielnie mocny. Pokazywał to podczas startów w Hiszpanii i Portugalii, gdzie imponował zwłaszcza formą na podjazdach. To, w połączeniu z faktem, że w Omloop radził sobie zazwyczaj wyśmienicie (dwukrotnie wygrywał, w ubiegłym roku zajął drugie miejsce) sprawia, że pod nieobecność chorego Mathieu van der Poela to w nim upatruję głównego kandydata do wygranej.

Najgroźniejszym jego rywalem powinien być Zdenek Stybar. Zwycięzca edycji 2019 o tym że forma “się zgadza” przekonał podczas Vuelta a San Juan, zaskakując peleton szykujący się do sprinterskiego finiszu. Na podjazdach nie będzie tak mocny, jak GvA, lecz w żadnym innym aspekcie kolarskiego rzemiosła raczej mu nie ustępuje. Wydaje się nawet, że lepiej od Belga “czyta” wyścig, co na brukach jest jednym z kluczy do sukcesu. Równie dobrze w kluczowym momencie błysnąć może jego kolega z ekipy, Yves Lampaert, którego akcje również stoją wysoko.

Mieszane odczucia mam co do innych reprezentantów gospodarzy: Sepa Vanmarcke (EF Pro Cycling) i Olivera Naesena (AG2R La Mondiale). Obu tych zawodników bez wątpienia stać na zwycięstwo. Choć na sztywnych podjazdach nie wypadają najlepiej, to odporność na trudne warunki oraz świetne umiejętności jazdy po bruku przemawiają na ich korzyść. Sensacją nie będzie również triumf jednego z innych kolarzy “Watahy” Patricka Lefevere’a, chociażby Kaspra Asgreena czy Boba Jungelsa (ten drugi to specjalista od długich, samotnych ataków – biorąc pod uwagę wiatr w plecy w finale, jego plan na wyścig układa się sam).

Gdyby doszło do finiszu większej grupy (co, jak pisaliśmy w pierwszej części, jest raczej mało prawdopodobne) na faworyta numer jeden wyrasta Matteo Trentin (CCC Team). W gronie pozostałych kolarzy, którzy mogą namieszać wymienić też wypada Gianniego Moscona (Team Ineos), Madsa Pedersena (Trek-Segafredo), Nilsa Politta (Israel Start Up Nation), Michaela Valgrena (Team NTT), Tima Wellensa czy Philippe Gilberta (Lotto Soudal).

Wielką niewiadomą jest dyspozycja Wouta van Aerta. Mający za sobą ciężką kontuzję kolarz Jumbo-Visma wrócił do rywalizacji w przełajach, a Omloop będzie jego debiutem na szosie w 2020 roku. Bez wątpienia jednak – jeżeli udało mu się zbudować wytrzymałość pozwalającą na walkę przez kilka godzin – będzie niebezpieczny.

Transmisja

Wyścig transmitować będzie na żywo telewizja Eurosport. Początek relacji około godziny 14:00. Finisz przewidywany jest między 16:24 a 16:53.

To Top