Świat

Christopher Froome walczy o swoją przyszłość

Christopher Froome
Christopher Froome / fot. Team Ineos

Dla Chrisophera Froome’a trwający UAE Tour jest pierwszym startem od czasu poważnej kontuzji, jakiej nabawił się w trakcie ubiegłorocznego Criterium du Dauphine. “Biały Kenijczyk” już teraz zapowiedział kolejne występy, a prawda jest brutalna – wobec wygasającego wraz z końcem sezonu kontraktu z Team Ineos walczy nie tylko o odbudowę formy, ale i swoją przyszłość w ekipie.

258 dni – dokładnie tyle trwała przerwa czterokrotnego triumfatora Tour de France. 34-latek, który podczas “Delfinatu” doznał m.in. złamania kości udowej, łokcia i żebra. Urazy były na tyle poważne, że pojawiały się uzasadnione wątpliwości, czy w ogóle będzie w stanie wrócić do zawodowego peletonu. Tymczasem urodzony w Nairobi zawodnik ciężko pracował, a jak wielokrotnie powtarzał myślą, która dodawała mu sił była walka o piąte zwycięstwo w “Wielkiej Pętli”.

Pierwszą część planu udało mu się wykonać – zdołał wrócić do formy, pozwalającej na starty w wyścigach. Aktualnie oglądamy go na trasie UAE Tour, gdzie jednak (zgodnie z przedwyścigowymi zapowiedziami) odgrywa jednak rolę pomocnika. Zupełnie inną chce grać już za kilka miesięcy, podczas Tour de France. Czy jednak będzie mu to dane?

Nie owijając w bawełnę – sytuacja Froome’a jest trudna i wszystko wskazuje na to, że będzie musiał sporo się napocić, by udowodnić że będzie w stanie być jednym z liderów drużyny w lipcu. Zastanawiający może być jednak inny fakt – Ineos nadal nie zdecydował się na przedłużenie z nim wygasającej wraz z końcem roku umowy. Jeżeli dodać do tego wypowiedzi jednego z dyrektorów sportowych – Nicolasa Portala, który otwarcie twierdził, że powrót doświadczonego już zawodnika do optymalnej dyspozycji może być niemożliwy można dojść do wniosku, iż 34-latek przestał być żelaznym punktem ekipy i jeżeli się nie sprawdzi – zostanie pożegnany.

Brzmi to okrutnie (i jednocześnie, mając w pamięci fakt, że Froome jeździ w Sky/Ineos od momentu powstania formacji w 2010 roku – nieco abstrakcyjnie), lecz wypowiedzi samego zawodnika świadczyć mogą o tym, że nie czuje się zbyt pewnie. Pytany o swoją przyszłość twierdzi, że “co ma być, to będzie” i póki co “zupełnie o tym nie myśli”. Dodawał również, iż choć “czuje wsparcie drużyny”, to jednocześnie “musi podpisać umowę, by móc kontynuować współpracę”.

Pewne jest jedno – dla przyszłości zawodnika kluczowe będą najbliższe miesiące. Jeżeli zdoła wypracować formę, pozwalającą na walkę o miejsce w ścisłej czołówce Tour de France, ramię w ramię z Geraintem Thomasem i Eganem Bernalem – o umowę może być raczej spokojny. W każdym innym wypadku prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym po ponad dekadzie zmieni wreszcie otoczenie.

To Top