Polska

Gdzie tak naprawdę znajduje się polskie kolarstwo?

Michał Kwiatkowski
Michał Kwiatkowski fot. Peletonmagazine / Ponferrada 2014

Słuchając opinii we wszelakich mediach można nabawić się niezłego mętliku. Czy “nasza” szosa to kolarska liga mistrzów? Mamy drużynę w World Tourze, a tacy Włosi nie mają. A może przeciwnie: związek leży i kwiczy, Majka i Kwiatkowski młodsi nie będą, a juniorzy na mistrzostwach świata śmigają przed samochodem przyozdobionym naklejkami z raczej prostym przekazem – koniec wyścigu. I czy ten koniec wyścigu nie symbolizuje też zmierzchu polskiej szosy takiej, jaką teraz mamy okazję się cieszyć? Sprawdźmy!

Aby wszystko było w miarę jasne i przejrzyste ustalimy sobie najpierw zasady tejże analizy. Lubię ustalać zasady, kto nie lubi prawda? Podzielimy tekst na kilka rozdziałów, w których postaram się porównać nasze możliwości z możliwościami innych liczących się w kolarstwie krajów.

Świat należy do młodzieży. Ale czy do naszej?

Zaczynamy z wysokiego “C”, spadamy z wysokiego konia, od samego początku narzekamy. Tak jestem Polakiem z krwi i kości. Ale cóż poradzę skoro w grupach juniorskich niestety kolorowo nie ma. Jest szaro, buro i ponuro. Ostatnie mistrzostwa świata w wykonaniu juniorów to start do zapomnienia. W wyścigu orlików natomiast z dobrej strony pokazał się Szymon Sajnok, jednak patrząc na jego wyniki w trakcie sezonu, powinien on wybrać start w niedzielę, razem z Elitą.

Pogubili się Alan Banaszek i Filip Maciejuk. Dodam tylko że nasz kraj nie miał żadnego reprezentanta na najbardziej prestiżowym wyścigu kategorii U23 – Tour de l’Avenir. A w naszym rodzimym, bądź co bądź nowym tworze Czesława Langa – Orlen Wyścigu Narodów Biało-Czerwoni odgrywali role, przykro to mówić, mocno drugoplanowe. Są to niewątpliwie powody do obaw i chyba czas najwyższy na reakcję. Ale reakcję czyją? Związku? Bądźmy poważni.

O stan polskiej szosy pozwoliłem sobie zapytać szefa polskiego fanklubu BORA-hansgrohe, Szymona Koniecznego. Jego wypowiedź będzie idealnym podsumowaniem tego rozdziału.

Żeby wiedzieć gdzie jesteśmy, potrzebujemy brutalnych zderzeń z rzeczywistością takich jak Tour de l’Avenir. Kadry U23 powinny być zabezpieczone “od A do Z”. Sztuczne twory, takie jak Orlen Wyścig Narodów to nie jest według mnie dobry kierunek. Lepiej rzucić te fundusze na Orlików i z roku na rok starać się zaistnieć z tym potencjałem który mamy na ten moment w Polsce. Dobrym przykładem są kobiece biegi narciarskie, gdzie po latach Programu “Bieg na Igrzyska” kobiece biegi mogą znów zacząć rywalizować w Pucharze Świata. Cierpliwość i konsekwencja budowania struktury nie jest na ten moment naszą mocną stroną.

World Tour nie dla każdego, ale dla nas – owszem. Jak duży to powód do dumy?

Włosi nie mają ekipy z najwyższego szczebla, my mamy, jesteśmy lepsi i basta!

No co? Takie są suche statystyki. I to przyjąć, pomijając fakt, że w drugiej dywizji Włosi mają trzy drużyny, w tym świetną wylęgarnie talentów Gianniego Savio – Androni Giocattoli, a my już niestety ani jednej. W World Tourze w sezonie 2020 mamy 19 ekip. Zestawimy to w formie tabelki.

Kraj Liczba drużyn w World Tourze
Franca 3 – AG2R, Groupama FDJ, Cofidis
Niemcy 2 – Bora – hansgrohe, Sunweb
Belgia 2 – Deceuninck – Quick Step, Lotto Soudal
Stany Zjednoczone 2 – EF Pro Cycling, Trek-Segafredo
Polska 1 – CCC Team
Australia 1 – Mitchelton-Scott
Hiszpania 1 – Movistar
Wielka Brytania 1 – Team Ineos
Holandia 1 – Jumbo-Visma
RPA 1 – NTT Pro Cycling
Kazachstan 1 – Astana
Bahrain 1 – Bahrain – McLaren
Izrael 1 – Israel Start-Up Nation
Zjednoczone Emiraty Arabskie 1 – UAE-Team Emirates

Wniosek jest dość prosty – jest dobrze. Mamy drużynę w naprawdę elitarnym gronie. Trzeba się z tego cieszyć, i najzwyczajniej w świecie wyciągać z tego jak najwięcej korzyści, aby kolarstwo w naszym kraju na tym tylko i wyłącznie zyskało, zyskało zarówno dobre wyniki jak i popularność.

Czy kolorowy peleton jest Biało-Czerwony?

11 – to nasza liczba, tylu mamy reprezentantów w zespołach najwyżej dywizji. Czy to dużo? Zależy jak na to spojrzymy. Patrząc na poprzednie lata to bardzo dużo, jednak trzeba pamiętać, że za aktualną liczbę w dużej mierze odpowiada nasza pomarańczowa eskadra z siedzibą w Polkowicach. Porównując to jednak z kolarskimi potęgami, takimi jak z Holandia, Belgia, Włochy, Hiszpania czy Francja, mającymi dziesiątki kolarzy w World Tourze, jedenastu naszych rodaków to raczej wynik skromny. Jednak porównać nas z Belgią na szosowej płaszczyźnie, to tak jakby porównać popularność skoków narciarskich w Polsce i Czechach.

Wartym odnotowania krajem na kolarskiej mapie jest również Słowenia, ten naród jest niezwykły, lekko ponad 2 miliony ludzi, a potrafią nas sprowadzić na ziemię wręcz w każdym sporcie, nie wiem jak to jest możliwe, ale tam chyba każdy w rodzinie ma zawodowego sportowca z sukcesami. Kolarzy też mają niczego sobie, Roglić do spółki z Pogacarem mogą dzielić i rządzić na trasach Wielkich Tourów, a i taki Matej Mohorić potrafi dobrze “zakręcić” rywalami.

Na nich chuchać i dmuchać

Trzeba uściślić – mamy dwójkę naprawdę dobrych kolarzy. Rafałowi w zeszłym sezonie odrobinę brakowało do najlepszych górali w stawce, mieliśmy niedosyt z powodu braku przekonującego zwycięstwa, ale z pewnością jest to ścisła światowa czołówka. A Michał? W zeszłym sezonie nam się pogubił, jednak jest to materiał na zawodnika klasy światowej, od siebie dodam – na klasykowca, czy specjalistę od tygodniówek klasy światowej, ale to jest temat na osobny tekst.

Dwie gwiazdy, jak na nasze możliwości to dużo. Cała nadzieja w następcach, abyśmy się za parę sezonów nie przekonali, że to wręcz okropnie dużo. Wiadomą sprawą jest, że Włosi, Belgowie, Holendrzy, Hiszpanie, Brytyjczycy, Francuzi czy inni Kolumbijczycy mają więcej głośnych nazwisk, jednak trzeba na to wszystko zerkać z solidną dozą realizmu. Na chwilę obecną mamy powody do zadowolenia, czy za parę lat będzie lepiej? Pozwolę sobie powątpiewać, byle nie było gorzej i któryś z młodych wilków przejął pałeczkę i pozwolił razem z nimi unosić ręce w geście triumfu podczas największych wyścigów świata.

Zaniepokojony jest jeden z moich rozmówców – Przemysław Niemiec:

Niestety, nie wygląda to dobrze. Mamy Majkę, mamy Kwiatkowskiego, nie ma innych kolarzy, którzy wygrywaliby wyścigi na światowym poziomie. I pytanie co będzie za kilka lat, gdy Majka i Kwiatkowski zakończą swoje kariery. Mamy kilku młodych polskich kolarzy, którzy na razie zbierają doświadczenie. Trzeba czekać.

Czy tęcza pasuje do naszych zawodników?

Co do medali naszych sprawa wygląda niezbyt optymistycznie. Z trzech ostatnich edycji Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym, w kategorii Elity nie przywieźliśmy ani jednego krążka, czy to w wyścigu ze startu wspólnego, czy to z jazdy indywidualnej na czas. W “czasówce” w Innsbrucku zabrakło niewiele, Michał Kwiatkowski zakończył zmagania na czwartej pozycji. Chociaż, inaczej: niewiele zabrakło z punktu widzenia zajętej pozycji, czasowo to już była duża luka. Michał stracił do trzeciego wówczas Victora Campenaertsa ponad czterdzieści sekund.

A jak to wygląda u innych kolarskich narodów? Najwięcej medali podczas ostatnich trzech edycji uzbierali zawodnicy… z Australii, główna w tym zasługa Rohana Dennisa, dwukrotnego mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas, jeden medal dorzucił również Michael Matthews podczas wyścigu w Bergen. Dwa medale z ostatnich trzech edycji przywiozły ekipy Włoch, Belgii oraz Holandii. Jeden medal wywalczyli kolarze z takich krajów jak Francja, Hiszpania, Słowacja, Dania, Szwajcaria, Kanada, Słowenia, Wielka Brytania oraz Norwegia. Cóż, może w tym roku się uda. Chociaż, nie lubię określenia że w sporcie coś się “udaje”, sport to jednak kwestia morderczych treningów, talentu i charakteru, a nie “udawania”.

Cóż, może w tym roku Rafał Majka wywalczy medal. Dlaczego Rafał a nie “Kwiato”? Po prostu, trasa tegorocznego czempionatu w Aigle-Martigny jest skrojona bardziej pod “Zgreda”.

Kolarska Liga Mistrzów. Poważne wyścigi w Polsce

Pisałem we wstępie, że mamy u siebie kolarską Ligę Mistrzów. Największy wyścig w tej części Europy. Bardzo lubię określenie “w tej części Europy”, bo można je interpretować naprawdę dowolnie. Tą częścią Europy może być zarówno cała środkowo-wschodnia część naszego kontynentu, jak i tylko nasz kraj, albo tylko… Śląsk i Małopolska.

A teraz rozsądnie: jak to jest z tym naszym Tour de Pologne? Czesław Lang i cały Lang Team robi wielką rzecz organizując taki event. Bez wątpienia jest to jeden z najbardziej prestiżowych wyścigów tygodniowych w kalendarzu. Jednak porównywanie naszego Touru do największych wyścigów świata jest delikatną przesadą. Gdzie bym go umiejscowił? Myślę że prestiż wyścigu dookoła Polski jest równy prestiżowi belgijskiego BinckBank Tour. Niemniej trzeba się cieszyć, że mamy etapówkę zaliczaną do tych najpoważniejszych, bo takowej nie mają chociażby nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy, czy Brytyjczycy. Obie te nacje mają World Tourowe klasyki.

Najwięcej wyścigów najwyższej rangi w sezonie mają Belgowie – 9. Dwa razy mniej Włosi, Francuzi i Hiszpanie odpowiednio 5, 5 i 4 wyścigi. Jednak te trzy nacje mają to czego zazdrości im cały kolarski świat – trzytygodniówki. Ciekawostką jest fakt, że tak zakochany w kolarstwie kraj jak Holandia ma w kalendarzu tylko Amstel Gold Race – jedynaka wśród klasykowców.

Podsumowując: Worldtourowy kalendarz to wyścigi rozgrywane w 13 krajach, Polska jest wśród nich, więc jest nieźle, nie ma co tego umniejszać. Trochę tylko smutno na serduszku, że poza Tour de Pologne, tak naprawdę nie mamy za wiele poważnego ścigania w naszym kraju.

O kondycję wyścigów zawodowych w naszym kraju zapytałem Przemysława Niemca, aktualnie pracującego wraz z Czesławem Langiem przy organizacji Wyścigu dookoła Polski, oto co usłyszałem w odpowiedzi:

Powiedzmy sobie szczerze: gdyby nie Tour de Pologne to Polska by w kalendarzu kolarskim nie istniała. Mamy parę innych wyścigów, ale są to imprezy o niższych kategoriach, gdzie tak naprawdę nikt z poważnych zawodników nie przyjeżdża. Pamiętam, że jeszcze za moich czasów Wyścig Solidarności cieszył się niemałym prestiżem. I nie mówię tak, ze względu na to, że pracuję teraz przy organizacji Tour de Pologne. Kogokolwiek spytam na ulicy o wyścig kolarski w Polsce, w odpowiedzi słyszę tylko o imprezie Czesława Langa. Nikt nie powie “Grody Piastowskie”, czy “Łasak”. Mamy Mistrzostwa Polski, które nie mają nawet transmisji telewizyjnej, a o wynikach dowiadujemy się z portali internetowych.

W jakich barwach rysuje się przyszłość? Parę słów o związku wzajemnej adoracji.

W tej kwestii jestem optymistą. W kwestii przyszłości, nie PZKolu. Być może nie jakimś wielkim, ale umiarkowanym. Z kolarskiej mapy świata raczej nie znikniemy, mamy kilku chłopaków którzy mogą zagrzać miejsce w World Tourze. Z już obecnych największą nadzieją jest z pewnością Szymon Sajnok, dobrze zapowiadający się jako sprinter, jednak on sam zapowiada, że chciałby przebranżowić się w kierunku klasyków.

Dobrze sezon rozpoczął Kamil Małecki, solidnie wygląda aktualny Mistrz Polski Michał Paluta, a z zespołu rozwojowego do drzwi pierwszej drużyny puka już Stasiu Aniołkowski. Tylko trzeba tutaj zwrócić uwagę na jedno. To wszystko zasługa Dariusza Miłka. To on umożliwił polskim zawodnikom rozwój w kierunku World Touru bez konieczności wyjazdu do zagranicznych drużyn.

Trzeba pamiętać, że w świecie dzisiejszego zawodowego sportu umiejętnościom i talentowi trzeba pomóc się pokazać, a taką pomoc z pewnością naszym zawodnikom oferuje projekt CCC. Nazwałem go “projektem”, gdyż pomarańczowa drużyna to nie tylko World Tour, ale też Development Team, juniorski Copernicus prowadzony we współpracy z Michałem Kwiatkowskim oraz kobiecy CCC-Liv.

A co robi związek? Szkoda gadać. Chłopaki, przepraszam dzieciaczki w tej państwowej piaskownicy naprawdę są już w tym wszystkim po prostu żałośni. Cóż, z pustego to i Salomon nie naleje.

Adam Probosz – człowiek, który o kolarstwie wie więcej niż ja, o naszej przyszłości opowiedział mi w następujący sposób:

CCC to w tej chwili nasza jedyna nadzieja. Inwestycja Dariusza Miłka jest alternatywą dla beznadziei w PZKol. Po raz pierwszy kolarze w Polsce mają stworzoną ścieżkę od młodzika do WorldTouru i jak widać właśnie na przykładzie Sajnoka, Małeckiego czy Paluty, droga do elity jest otwarta. Mam nadzieję, że z “pomarańczowej kuźni” wyjdą kolejni dobrzy zawodnicy.

Podsumowanie

Tu głos oddaliśmy bezpośrednio ekspertom.

Można powiedzieć, że żyjemy dziś w pewnej bańce, która niedługo pęknie i obudzimy się w innej, dosyć szarej rzeczywistości. Sukcesy ostatnich lat nie przełożyły się na wzrost jakości szkolenia czy organizację ważnych imprez. Żartujemy, że mamy grupę WorldTour, a nie mają jej tak silni kolarsko Włosi, ale zapominamy, że to zasługa jednego człowieka, a nie wynik wysokiego poziomu polskiego kolarstwa.

Zawodnicy tacy, jak Michał Kwiatkowski, Rafał Majka czy Maciej Bodnar osiągają sukcesy, bo wcześniej zaryzykowali i wyjechali ścigać się za granicę. Na dodatek ich czas w zawodowym peletonie za kilka lat się skończy, a my możemy zostać z niczym, bo rozwój następców idzie dosyć opornie. Ci, którzy być może pójdą w ślady naszych gwiazd, mogą się rozwijać dzięki alternatywnej dla struktur PZKol działalności Dariusza Miłka i trzeba trzymać kciuki za jak najdłuższe istnienie nie tylko CCC Team, ale także CCC Liv, Development czy Copernicusa.

W tej chwili grupa polskich kolarzy w WorldTourze jest dosyć liczna i mocna, jednak PZKol nie ma środków, sił ani pomysłów na zdyskontowanie tej sytuacji. Jeśli popatrzymy na wyniki najważniejszych imprez w młodszych kategoriach, to nie ma się czym chwalić.

– ocenił Adam Probosz. Przemysław Niemiec patrzy z kolei na całość następująco:

Projekt CCC jest fajny, bo przynajmniej mówi się o Polsce jako o kawałku World Touru. Jednak nie ma innych młodych polskich kolarzy, którzy wygrywają we Włoszech czy we Francji, czy jakieś inne międzynarodowe wyścigi, z potencjałem wejścia do ekipy World Tourowej innej niż CCC. Gdy jeszcze jeździłem to ja byłem w Lampre, Majka był w Saxo, Kwiatkowski i Gołaś byli Quick Stepie czy Sky… Byliśmy porozrzucani, było nas kilku, ale każdy był w innej World Tourowej drużynie. Teraz jest tych paru chłopaków, ale przyszłość nie wygląda za dobrze. Poczekajmy, może coś się zmieni i jakaś gwiazda jeszcze się pojawi.

Nic dodać, nic ująć. Fantastycznie nie jest, beznadziejnie też nie. Powodów do wielkich zachwytów nie mamy, do płaczu chyba też nie, jednak chyba można być umiarkowanie zadowolonym. Bez wątpienia należy zgodzić się ze słowami Adama Probosza, iż to, że nasze kolarstwo nie jest jeszcze totalnie zaorane to zasługa osób które z Polskim Związkiem Kolarskim nie mają nic wspólnego. Mamy tu na myśli oczywiście Dariusza Miłka, czy Czesława Langa. Chwała im za to, niech żyją, niech żyją, minimum ze sto lat.

Tomasz Garus

Ekspertom, których wypowiedzi mogłem w niniejszym tekście zamieścić, serdecznie dziękuję.

(fot. UCI / Yorkshire)

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top