Felietony

“Marco, dimmi perche”

Marco Pantani
Marco Pantani / Creative Commons

Dzień zakochanych ma w Italii wyjątkowo ponury wymiar. Tego dnia, dokładnie szesnaście lat temu ze światem pożegnał się bowiem uwielbiany przez Włochów Marco Pantani. W ojczyźnie kochany niemal bezwarunkowo, poza jej granicami – mocno kontrowersyjny. Ponad wszystko jednak – nietuzinkowy.

Co sprawiło, że „Pirat” wspominany jest z takim namaszczeniem? Idealnie ujął to dziennikarz, Gabriele Ansaloni w biograficznej książce poświęconej zawodnikowi zauważając, że ze swoją drobną posturą, dziecięcym wyglądem, wrażliwością i prześladującym pechem stał się on źródłem autentycznej fascynacji. Idealnie uosabiał ducha romantycznego kolarstwa, w czym udział miał również prezentowany przez niego styl.

Naturalnie, swoje zrobiły także odniesione sukcesy. Pantani to ostatni jak dotąd kolarz, który w jednym sezonie zdołał wygrać dwa najważniejsze wyścigi kalendarza: Giro d’Italia i Tour de France. Sztuki tej dokonał w 1998 roku, a jego etapowe zwycięstwa na Plan di Montecampione (w trakcie Corsa Rosa) czy w Les Deux Alpes (Wielka Pętla) na dobre zapisały się w historii naszego sportu.

Jak więc możliwe, że niespełna sześć lat później już nie żył, a ze światem pożegnał się w samotności, w cieszącym się wątpliwą sławą hotelu, 35 kilometrów od domu? Zdaniem wielu, Marco umarł nie 14 lutego 2004 roku, a dużo wcześniej – w trakcie Giro d’Italia 1999, w momencie, kiedy odsunięto go od dalszej jazdy ze względu na podwyższony poziom hematokrytu. Nigdy nie pogodził się z tą decyzją. Jak opisywał w jego biografii Matt Rendell:

Był w szczytowej formie – być może był najlepiej dysponowanym fizycznie człowiekiem na całym świecie, a już z pewnością nie mógł się z nim równać żaden inny kolarz – ale nagle został pozbawiony możliwości wyładowania tej nadzwyczaj wielkiej energii.

Po tych zdarzeniach Pantani wrócił co prawda do peletonu, ale nigdy nie nawiązał do dawnych sukcesów. Czarę goryczy przelał brak powołania na Tour de France w 2003 roku, po którym Włoch uciekł przed światem i nigdy już na rower nie wsiadł. Coraz bardziej dawało się we znaki również jego uzależnienie od kokainy, która też – według oficjalnych ustaleń – stała się przyczyną jego śmierci.

Na jego pogrzebie pojawiło się dwadzieścia tysięcy żałobników, a wśród nich – Diego Maradona, Alberto Tomba czy Mario Cipollini. Niedługo później powstawać zaczęły pierwsze pomniki, a grupa „Nomadi” nagrała dedykowaną Marco piosenkę, której refren zna na pamięć niemal każdy Włoch:

Dimmi cos’e che fa sentire Il vuoto / Powiedz, co sprawiło, że czujesz pustkę
Che ti toglie tutto / Która zabrała wszystko
E fa finire il gioco / I skończyła grę
Dimmi cos’e dentro di te / Powiedz, co w tobie jest
Dimmi perche / Powiedz, dlaczego

Niech spoczywa w pokoju.

(fot. Creative Commons)

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top