Felietony

Thibaut Pinot wraca z mroku

Rozpoczynający się w czwartek Tour de la Provence to w teorii jedynie kolejna impreza, mająca być wczesnym rozpoznaniem formy dla największych tuzów peletonu. W przypadku jednego zawodnika będzie jednak czymś zdecydowanie więcej – powrotem z głębokiego mroku.

Tour de France 2019 Thibaut Pinot rozpoczynał z wielkimi nadziejami. Miał być tym, który po ponad trzech dekadach da swoim rodakom wyczekiwane zwycięstwo w imprezie i niemal w pojedynkę pokona dominującą od lat w wyścigu armadę Team Ineos. Mimo przejściowych trudności, z dnia na dzień jego forma rosła. Na dwa dni przed końcem rywalizacji był już w klasyfikacji generalnej na piątej pozycji, ze stratą niespełna dwóch minut do Juliana Alaphilippe’a.

Wszyscy spodziewali się, że na dwóch ostatnich etapach – dziewiętnastym, z metą w Tignes i kolejnym, kończącym się w Val Thorens rzuci się do decydującego ataku. Niestety, w trakcie pierwszego z wymienionych musiał wycofać się z rywalizacji z powodu kontuzji nogi. Obraz Pinota, ściskanego przez kolegę z drużyny i żegnającego się z marzeniami poruszył cały sportowy świat.

Dla samego 29-latka był to już kolejny, kompletnie dewastujący cios. Rok wcześniej wypadł z Giro d’Italia z powodu zapalenia płuc, a w przeszłości urazy wykluczały go z udziału w „Wielkiej Pętli” już kilkukrotnie. Nigdy wcześniej nie był jednak w tak doskonałym położeniu i – co można powiedzieć z całkowitą pewnością – w tak dobrej dyspozycji. Nie brakowało bowiem głosów, że w ciągu ostatnich dwóch etapów nie tylko pokonałby wszystkich pretendentów do końcowego triumfu, ale zrobiłby to w dodatku w nokautującym stylu.

Poruszające było też to, co działo się z Thibaut bezpośrednio po etapie. Kompletnie załamany zawodnik nosił się z zamiarem zakończenia kariery. Pocieszał go menedżer zespołu, Marc Madiot.

Ich rozmowa, zarejestrowana przez kamerę francuskiej telewizji zasługuje na pełną, polską transkrypcję:

Pinot: Co takiego zrobiłem, by sobie na to zasłużyć?!
Madiot: Nie zasłużyłeś na to. Nie zasłużyłeś na to, co się stało. Ale to po prostu mogło się wydarzyć…
Pinot: Cały czas to samo. Cały czas…
Madiot: Wszystko zrobiłeś dobrze, a jesteś tu na próżno.
Pinot: To musiało się zdarzyć w tym roku?! To koniec. Mówię stop…
Madiot: Nie. Nie mów tak. Nie mów dziś czegoś, czego jutro będziesz żałować.
Pinot: Koniec…
Madiot: Nie.
Pinot: Nie mogę już dłużej…
Madiot: Wszystko zrobiłeś dobrze, nie możesz sobie nic zarzucić.
Pinot: Każdego dnia robiłem wszystko dobrze, aż przyszedł ten jeden i już mnie nie ma.
Madiot: Drzwi są przed tobą ciągle otwarte. Nie możesz tak mówić. Jesteś świetny. Tacy jak ty się nie poddają. Nie poddałeś się na trasie. Nigdy się nie poddałeś. Przebiłeś wszystkich. Cokolwiek by się nie działo, zawsze dawałeś sobie radę. W najtrudniejszych momentach.
Pokonywałeś wszystkie trudności. Jesteś tu przecież, jesteś największy. Byłeś prawie u celu, a takie pewnie było przeznaczenie.
Będziesz tam, my tam będziemy. Nie damy ci odejść. Drużyna jest z tobą. Jesteś wielki. Jesteś wielki! Jasne, żyłeś tamtą chwilą, teraz też jeszcze nią żyjesz. To dewastujące, z pewnością, ale… musisz to z siebie wydusić. Powiedz, co chcesz, wyraź to, a potem – wszystko minie. A jutro… jutro też będzie dzień.
Pinot: Mówiłeś mi to samo rok temu.
Madiot: Tak, ale zobacz: myliłem się? Świt nie nadszedł? Nigdy nie patrz za siebie. Przecież masz to w sobie. Na świecie nie ma pięćdziesięciu gości o takim charakterze jak twój. Masz to w sobie. Los nie chce, żebyś się teraz poddawał. I tego nie zrobisz!
Pinot: (płacząc) …mam już dość…
Madiot: Jesteś zmęczony. To normalne, że masz teraz dość. To najzupełniej normalne…

Dwa dni później Pinot za pośrednictwem Twittera zadeklarował, że stanie na starcie Tour de France 2020. Do peletonu w 2019 roku już nie wrócił, a jak sam powtarzał w wywiadach – na rower szosowy nie mógł nawet patrzeć. Potrzebował czasu, by przepracować to, co się stało i na nowo uwierzyć, że będzie w stanie przygotować się do najważniejszego wyścigu kalendarza.

Po wielu miesiącach przerwy ponownie oglądać go będziemy w akcji. Niech o jego klasie zaświadczy fakt, że mimo długich miesięcy nieobecności uznawany jest za faworyta Tour de la Provence i tego, który bezpośrednio po swoim powrocie podbije słynną „Górę Wiatrów” – Mont Ventoux.

Oby powrót ten był początkiem pięknej historii. I oby ta historia wreszcie doczekała się happy endu.

Dodaj komentarz

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Popularne

To Top