Felietony

Nam jechać nie kazano

Gino Bartali

Przed tygodniem opisywałem historię Giro d’Italia przejeżdżającego przez Triest, kiedy to organizatorzy zaryzykowali zdrowiem i życiem kolarzy dla osiągnięcia konkretnych celów. Warto pamiętać, że zdarzały się też historie odwrotne, kiedy to zawodnikom zakazywano jazdy. Oczywiście również po to, by osiągnąć pewne polityczne korzyści, bądź zapobiec wizerunkowym stratom.

Właśnie coś takiego spotkało legendarnego włoskiego kolarza Gino Bartalego, którego cały życiorys był zresztą poprzecinany przez politykę. Wszystko wiązało się z jego startem w 1937 roku w Tour de France. Ten znakomity włoski zawodnik po wygraniu swojego narodowego wyścigu Giro d’Italia, miał bardzo ciężki okres, ponieważ chorował na bronchit. Lekarz zalecał odpoczynek i nie chciał wyrazić zgody na jego start we Francji. Niestety dla kolarza inne zdanie miał Benito Mussolini, który uważał, że jego zawodnik musi wystartować, co więcej – wygrać ten wyścig na chwałę faszystowskich Włoch. Duce wydał nakaz wygrywania swoim kolarzom i Bartali nie miał żadnego wyjścia.

Pomimo, że przez przynależność do katolickiej młodzieżówki wrogiej faszyzmowi, nie był zbyt lubiany przez Mussoliniego, to jednak wódz zdawał sobie sprawę, że tylko on może wygrać dla Włochów Tour de France.

Niestety po znakomitym starcie Bartalego dopadły kłopoty. Miał bardzo przykry wypadek, wpadł do zimnego potoku, po którym nawet stracił przytomność, jednak przy pomocy kolegów kontynuował jazdę. Odbiło się to też na jego zdrowiu, ponieważ targała nim gorączka i dreszcze. Jechał nadal, jednak stracił pozycję lidera. Jak przystało na wielkiego mistrza, walczył, choć kosztowało go to bardzo wiele. Nie chciał jednak zawieść swoich rodaków, bo mimo niechęci do Duce, wiedział jak bardzo Włosi kochają kolarstwo i ile radości mógłby im dać. Zresztą każdy znający jego życiorys wie, że później przysłużył się całemu narodowi, ratując kraj przed wojną domową.

Wróćmy jednak do roku 1937. Kiedy Gino rozpoczął odrabianie strat nadeszła miażdżąca dla niego decyzja – dostał rozkaz wycofania się z wyścigu. Duce zdecydował, że nie może ryzykować tego, że Bartali nie odrobi strat jakie poniósł i nie wygra wyścigu. Przecież Włochom nie byli potrzebni głośni przegrani, a tylko wielcy zwycięzcy.

Bartali nie miał nic do powiedzenia i mimo tego, że czuł się na siłach nadal walczyć o zwycięstwo, musiał opuścić wyścig, któremu poświęcił tak wiele sił. Jego wielkie poświęcenie na nic się zdało, bowiem w starciu z wielką polityką, nie miał szans na zwycięstwo. Ryzykował swoim zdrowiem, a do Włoch wrócił w atmosferze porażki. W kolarstwie często mówi się, że jest jeden zwycięzca i 150 przegranych, ale tym razem jeden zawodnik mógł to szczególnie odczuć.

Czasy, w których to dyktatorzy decydowali nierzadko o losach sportowców, miejmy nadzieję bezpowrotnie minęły. Co prawda historię Nadii Comaneci, maltretowanej przez ród Ceausescu, czy tortury jakie piłkarzom fundował Saadi Kaddafi wciąż są żywe w naszej pamięci, to jednak niewiele jest już miejsc, gdzie polityka aż tak brutalnie wdziera się w świat sportu. W przeszłości było to nagminne, a takie postacie jak Bartali i ich życiorysy pokazują, że gdyby nie polityka, na kartach historii mogliby zapisać się zupełnie inni zwycięzcy.

Obecnie czasy się zmieniły i to politycy grzeją się w blasku chwały sportowców. Niemal każdy z ludzi chcących dojść do władzy lubi pokazać się w towarzystwie sportowych mistrzów. Kiedy Lance Armstrong wygrywał Tour de France, wielu polityków chętnie odwiedzało jego kamper. Prezydenci Francji czy Włoch niemal regularnie goszczą na metach poszczególnych etapów, tak samo jest zresztą na Tour de Pologne. I nie ma w tym nic dziwnego, bo jednak niewiele rzeczy łączy tak, jak sport.

Może zresztą kiedyś dojdzie do sytuacji, że to głosy poparcia np. zwycięzcy Giro zadecydują o tym, który z polityków zostanie prezydentem Włoch? I choć mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, bo skrajności nigdy nie są dobre, to byłoby zabawne, gdyby np. Thibaut Pinot po wjechaniu w żółtej koszulce na Pola Elizejskie zabronił startu w wyborach prezydenckich Emmanuelowi Macronowi.

Dodaj komentarz

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Popularne

To Top