Felietony

Kolarskie zarządzanie ryzykiem

Siejący strach na całym świecie koronawirus sprawił, że światowe władze lekkoatletyczne zdecydowały o przełożeniu Halowych Mistrzostw Świata, które miały być rozegrane w chińskim mieście Nankin. Ta decyzja spotkała się z aprobatą całego środowiska, bo jednak zdrowie zawodników jest najważniejsze. A taka dbałość nie jest regułą, o czym w przeszłości przekonali się choćby startujący w Giro d’Italia kolarze.

W 1946 roku organizatorzy wyścigu postanowili, że peleton przejdzie przez Triest, gdzie ulokowane metę jednego z etapów. Była to dość niefortunna decyzja, ponieważ w tym czasie trwały konflikty pomiędzy Włochami a partyzantami wspierającymi marszałka Tito, którzy chcieli zaanektować ten rejon do granic Jugosławii. Pomimo tego organizatorzy wyścigu uznali, że nic nie stoi na przeszkodzie, by mieszkańcy tego miasta mogli podziwiać kolarską rywalizację.

Kłopoty zaczęły się już przed przyjazdem kolumny wyścigu w okolice Triestu. Dzień przed rozegraniem etapu w mieście starli się pomiędzy sobą Włosi i Jugosłowianie, jednak nie zdecydowano o przeniesieniu mety. Na murach pojawiły się napisy sprzeciwiające się przejazdowi kolarzy przez „ziemię Tity”. Nic wpłynęło to jednak na organizatorów. Ci nie zamierzali zmieniać swoich planów. I skończyło się to źle.

Już na samym początku ktoś obrzucił kolarzy kamieniami. Jeden z miejscowych działaczy komunistycznych postanowił przerwać wyścig i zorganizował napad na peleton. Kilku kolarzy zostało rannych, padły strzały, jednak na szczęście nikt nie zginął. Zawodnicy w asyście wojska zostali oni odeskortowani do Udine, a napastnicy zdołali się ukryć. Zapanował chaos, był to pierwszy atak na peleton Giro, a choć były przesłanki ku temu, że może być niebezpiecznie, chyba nikt nie przewidział skali zagrożenia.

Pomimo tego sami kolarze podjęli decyzję, że należy jechać dalej i zakończyć etap w Trieście. Nie chcieli dać za wygraną, okazać strachu i pozwolić zwyciężyć partyzantom, choć ciśnie się na usta słowo terrorystom. Wśród wiwatujących kibiców z Włoch zakończyli oni zmagania i zadowoleni udali się do hotelu. Niestety, to nie był koniec.

Na wieść o ataku jugosłowiańskich partyzantów włoska część mieszkańców rozpoczęła demolowanie budynków należących do zwolenników Tito. Rozpoczęły się zamieszki, kilka osób zostało rannych lub zabitych Interweniować musiało amerykańskie wojsko. Był to jeden z najtragiczniejszych etapów w historii Giro d’Italia, które zamiast łączyć ludzi podzieliło dwa narody zamieszkujące Triest.

Było to dość dawno, ale warto pamiętać, że w przeszłości, dalekiej i tej całkiem bliskiej, ryzykowanie zdrowiem i bezpieczeństwem zawodników się zdarzało. A jak będzie teraz? Męskie wyścigi w kategorii WorldTour w Chinach są dopiero na końcu sezonu i miejmy nadzieję, że do tego czasu uda się wygrać walkę z koronawirusem. Jednak już w maju w Tour of Chongming Island wystartują panie. Jednak czy na pewno?

Tour of Hainan został odwołany i przeniesiony na późniejszy termin. Do maja zostało sporo czasu i sytuacja może być różna. Wierzę, że do tej pory wszystko się unormuje i niebezpieczeństwo zmaleje. Władze UCI udowodniły, że kiedy zagrożenie jest bezsprzeczna, nie ryzykują zdrowiem zawodników. Co stanie się jednak, kiedy sytuacja nie będzie taka oczywista? Czy wtedy też będą dmuchać na zimne i odwołają wyścig, czy postanowią zaryzykować na zasadzie “a nuż się uda”?

W ekonomii wymienia się cztery strategie zarządzania ryzykiem. Są to unikanie, przeniesienie (ryzyka na inny podmiot), łagodzenie (negatywnych skutków) i akceptacja. Mocno wierzę, że w UCI nikt nie wpadnie na pomysł, by zastosować którąś z dwu ostatnich strategii. Ostatni sezon pokazał bardzo dobitnie, że kolarze nawet w normalnych zdawałoby się warunkach i tak ryzykują bardzo wiele.

Dodaj komentarz

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Popularne

To Top