Felietony

Droga wycieczka z oszustem

W ostatnich dniach kolarski świat obiegła informacja, że Lance Armstrong i George Hincapie będą organizować obozy na Majorce dla fanów kolarstwa. Za taką „przyjemność” trzeba będzie zapłacić 30 tysięcy dolarów. Nie mamy niestety informacji o tym, czy obaj dopingowicze zabierają na ów obóz swoją apteczkę i lekarza.

Chyba nikt w historii kolarstwa nie nadszarpnął tak obrazu tej dyscypliny jak Lance Armstrong. Wielbiony za wygranie walki z rakiem, długo znajdował się na absolutnym sportowym szczycie, niemal do samego końca będący nie do pokonania dla rywali. Potem niestety okazało się, że jego wspinaczka na szczyt była napędzana całą fabryką farmaceutyków i „popychana” przez lekarzy. Choć w tym konkretnym przypadku nikogo nie leczyli.

Później nastąpił szereg zaprzeczeń, kontroli, kolejnych zaprzeczeń i w końcu przyznanie się do wielkiego oszustwa, które pociągnęło za sobą lawinę zdarzeń, doskonale znanych wszystkim i niewartych wspominania. Wydawało się, że miejsce Armstronga w historii zostało wymazane na stałe, a Amerykanin jak niepyszny odsunie się w cień. I o ile faktycznie, „wygumkowano” z kronik jego wyniki, o tyle on sam nie zamierzał poświęcić się nadrabianiu zaległych książek i filmów. Cały czas starał się gdzieś zaistnieć, ale nie wszędzie był mile widziany, stąd w przeszłości kilka nieprzyjemnych sytuacji z jego udziałem, jak ta podczas startu Gioro d’Italia w 2018 roku.

Wielu tłumaczyło sobie to problemami finansowymi. Wszystkie utracone kontrakty, długotrwałe procesy, opłacanie prawników i wypłata odszkodowań kosztowały go ponad sto milionów dolarów. Jednak jak sam przyznawał, inwestycja w Ubera pozwoliła mu zapewnić byt sobie i swoim bliskim. Oczywiście to pokazuje, że miał żyłkę do interesów i po prostu nie zamierzał rezygnować z ich pomnażania. Z drugiej strony chyba nieco bardziej taktownie byłoby robić to mniej nachalnie.

Takt jednak w porównaniu z dolarami wyraźnie przegrywa u Armstronga. Teraz wraz z innym dopingowiczem Hincapiem postanowili zająć się organizowaniem kolarskich obozów na Majorce. Pomysł całkiem niezły, dwa znane nazwiska mogłyby skusić wielu na wydanie 30 tysięcy dolarów. Pytanie tylko, czy ktoś, znając ich przeszłość, wiedząc, że to oszuści wysokiej próby, się na coś takiego zdecyduje? I druga kwestia, czy to jednak nie jest przekroczenie elementarnej bariery wstydu?

W mojej opinii znajdą się chętni na jazdę z Armstrongiem, ale na miejscu Amerykanina zachowałbym resztki honoru i nie wygłupiał się z czymś takim. Oszukał setki tysięcy fanów, nadszarpnął zaufanie do całej dyscypliny, zrobił tyle kreciej roboty, że usypanego przezeń kopca nie zrównaliśmy do dziś. Rozumiem, że musi zarabiać. Odrobina przyzwoitości nakazuje, by trzymać się od kolarstwa z daleka. Niestety, chęć zarobku jest jak widać większa.

Przykry był widok, jak upadała legenda. Upadała zasłużenie, ale wciąż był to dla wielu szok. Wiem, że trudno mówić w przypadku kogoś takiego o honorze, lecz mimo to chyba nieco naiwnie oczekiwałbym czegoś innego niż lansowania się na swoim zbrukanym nazwisku. Całe przedsięwzięcie reklamuje się między innymi sloganem „Niesamowite wspomnienia wliczone w cenę”. Na miejscu Armstronga wolałbym raczej o kilku rzeczach zapomnieć.

Doping i w ogóle wszelkiego rodzaju oszustwa powinny być w sporcie piętnowane, a wszyscy, którzy się tego dopuścili, spychani w otchłań niepamięci. Armstrong mógłby co najwyżej być przewodnikiem po ostatnim kręgu sportowego piekła, nie po trasach Majorki. Oczywiście nie można mu zabronić działań w biznesie. Choć trochę żałuje, że jego dożywotnia dyskwalifikacja nie obejmuje jazdy na rowerze w ogóle. Trenażer powinien mu wystarczyć i niech tam organizuje pogawędki dla chętnych. Najlepiej o idei fair play.

Jakub Kędzior

Dodaj komentarz

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Popularne

To Top