Świat

Ciekawy przypadek Colina Stricklanda

Colin Strickland
Colin Strickland

Szosowi puryści mogą mówić, że gravel to fanaberia, ale faktem niezaprzeczalnym jest to, że baranek i nieco szersza opona z niekoniecznie gładkim bieżnikiem w świecie ścigania rozpycha się coraz bardziej. Najpopularniejsze zawody gravelowe zyskują swoje gwiazdy i nic dziwnego, że świat szosy najmocniejszych w tym towarzystwie chciałby widzieć u siebie. Ci jednak specjalnie się nie palą, by wskoczyć do zawodowego peletonu.

Najgłośniejszym nazwiskiem na scenie wyścigów gravelowych jest niewątpliwie Colin Strickland. Technicznie rzecz ujmując, Amerykanin jest amatorem, gdyż nie posiada żadnego kontraktu z profesjonalną grupą, ale nie oznacza to w żaden sposób, że od “prosów” Strickland odstaje. Wręcz przeciwnie! Większe zamieszanie wokół zawodnika sponsorowanego m. in. przez Red Bulla zrobiło się po jego zeszłorocznym zwycięstwie w wyścigu Dirty Kanza 200. Pochodzący z Austin 32-latek wówczas w pokonanym polu zostawił kolejno Petera Stetinę (byłego kolarza m. in. Trek-Segafredo, dla którego zeszły rok był ostatnim w zawodowym peletonie), Alexa Howes’a i Lachlana Mortona (aktualnie jeżdżących w barwach EF Pro Cycling).

Oczywiście nie jest tak, że przed zeszłorocznym Dirty Kanza 200 Strickland był całkowicie anonimowy. Notował on sukcesy w popularnych w USA i zachodniej Europie serii kryteriów ulicznych Red Hook Crit, jak i innych imprezach gravelowych, jak chociażby islandzki The Rift. Do tego doszło kilka sukcesów w amatorskich wyścigach szosowych poskutkowało startami w latach 2015-2016 w kilku amerykańskich wyścigach w barwach ekipy Elbowz Racing. O tym, że Stricklandowi nie brak talentu świadczą słowa jego kolegi z ekipy na Red Hook Crit – Michaela Sheehana, który powiedział, że “gdyby Strickland zaczął uprawiać kolarstwo wcześniej to dziś prawdopodobnie byłby zawodnikiem ekipy pokroju Quick Step”.

Jednak dopiero pokonanie trójki zawodowców w Dirty Kanza 200 zwróciło uwagę Jonathana Vaughtersa, głównodowodzącego ekipy EF Pro Cycling. Vaughters doszedł do wniosku, który nasuwa się niemal automatycznie – skoro Strickland potrafi objechać jego zawodników na szutrach to wydaje się być idealnym członkiem ekipy na takie wyścigi jak Ronde van Vlaanderen czy Paris-Roubaix. W rozmowie z portalem Velonews obaj zainteresowani mówili wprost, że każdy miał w tym układzie “swój kawałek tortu”. Strickland zwrócił uwagę na to, że północne klasyki oglądał od lat i jest to dokładnie ta część zawodowego kolarstwa szosowego w której pewnie by się doskonale odnalazł. Vaughters natomiast komplementował 33-latka i porównywał go do Michaela Woodsa, zwracają uwagę, że Strickland, podobnie jak Kanadyjczyk, potrafi wygenerować ogromną moc podczas ataków i zerwać z koła wszystkich rywali. Co jednak poszło nie tak, że do mariażu nie doszło?

Kasa misiu, kasa.

Strickland działa w świecie amatorskiego ścigania poniekąd jako “jednoosobowa działalność gospodarcza”. Ma swoich zaufanych sponsorów z marką Red Bull na czele, a związanie się ekipą EF Pro Cycling oznaczałoby konieczność zerwania każdej umowy sponsorskiej wiążącej jakąkolwiek markę z jego nazwiskiem. Jonathan Vaughters nie mógł zaproponować gwiazdorskiego kontraktu 33-letniemu zawodnikowi nie mającego większego doświadczenia w zawodowym peletonie tylko po to by spróbować jednorocznego eksperymentu, ale zostawiał mimo wszystko furtkę do podwyżki sugerując w rozmowie z Velonews, że jeśli Strickland zająłby np. miejsce w TOP10 w Roubaix “wyższa wypłata przyszłaby bardzo szybko”.

Porzucenie całej siatki sponsorskiej na rzecz spróbowania swoich sił w kolarstwie szosowym byłoby krokiem bardzo ryzykownym, szczególnie mając na uwadze fakt, że Strickland nie był już “młodym zdolnym”, a 33-letnim facetem. Argumentem który przeważył za tym, że Amerykanina nie oglądamy w różowych barwach EF Pro Cycling była obawa o to, że gdyby starty we Flandrii czy na brukach północnej Francji okazały się klapą powrót do “starych”, indywidualnych sponsorów mógłby zostać utrudniony, a być może stałby się niemożliwy. Dla Vaughtersa istotnym jest również fakt, że zyskujący sporą popularność w mediach społecznościowych “alternatywny program startowy” zakładający występy zawodników EF Pro Cycling w takich wyścigach jak Dirty Kanza, Leadville Trail 100 czy GBDuro miał na celu włączenie zawodowych kolarzy w świat masowych wyścigów amatorskich, a nie zaś wyciąganie najlepszych spośród amatorów do zawodowego kolarstwa.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top