Felietony

Zapomniany bohater, który generałom się nie kłaniał

Julian Berrendero

Sezon kolarski dopiero się zaczyna i na największe emocje przyjdzie nam jeszcze poczekać. Warto więc od czasu do czasu wrócić do przeszłości. W świetle tego, co ostatnio stało się z Hakanem Sukurem, „wojującym” z Recepem Ergodanem, warto przypomnieć historię kolarskiego buntownika – Juliana Berrendero.

Nie tylko Benito Mussolini wykorzystywał kolarzy do swoich celów, podobne praktyki stosował też generał Francisco Franco. On także poprzez wyścig narodowy Vuelta a Espana postanowił promować swój reżim. Jednak jak to zwykle bywało natrafił na opór sportowców, którzy nie zgadzali się z jego poglądami.

Największe konsekwencje tego poniósł hiszpański kolarz Julian Berrendero. Jego przygoda z rowerem zaczęła się dość nietypowo. Pracował jako elektryk i podczas każdego dnia musiał pokonywać spore odległości, niemożliwe do pokonania pieszo. Zaczął więc jeździć rowerem, co tak mu się spodobało, że wystartował w amatorskim wyścigu. No i poszło! Jego kariera nabrała rozpędu i zyskał międzynarodową renomę, stając się jednym z czołowych kolarzy w swoim kraju. Od zawsze był jednak bardzo wrażliwy na to, co działo się w jego ojczyźnie.

Przed II Wojną Światową ścigał się z powodzeniem w Hiszpanii i Francji. W 1936 roku podczas startu na Tour de France dowiedział się, że w jego kraju wybuchła krwawa wojna domowa i władzę przejął Franco. Na jednej z konferencji prasowych Berrendero bardzo ostro zaprotestował przeciwko działaniom generała. Na koniec wyścigu, pomimo że zajął dopiero 11. miejsce, otrzymał największą owację ze wszystkich zawodników biorących udział w Wielkiej Pętli. Tego nie wybaczono mu w Hiszpanii generała Franco.

Kolarz nie wrócił do kraju i przez kilka lat startował we Francji, jednak w roku 1940 postanowił wrócić w swoje rodzinne strony. Wtedy dowiedział się, że jego paszport jest już nieważny a on jako wróg obozu rządzącego został wtrącony do obozu koncentracyjnego, gdzie przebywał przez rok. To jednak nie złamało dzielnego Hiszpana, który nie zamierzał dać się pokonać opresyjnej władzy.

Po odbyciu kary postanowił wrócić do kolarstwa i wystartował w reaktywowanej w 1941 roku Vuelcie. Potwierdził swój wielki talent odnosząc piękne zwycięstwo. Wtedy stał się akceptowalny dla ludzi związanych z Franco, bo trudno zignorować narodowego bohatera. Choć Berrendero nie został przyjacielem rządzących, wciąż krytykując ich poczynania, to dopóki odnosił sukcesy, jego kariera mogła trwać.

Niestety jego anty-frankistowska przeszłość nie pozwoliła o sobie zapomnieć. W 1949 roku, kiedy to Hiszpanie po raz pierwszy od kilku lat zostali zaproszeni do startu w Tour de France, Berrendero początkowo nie został włączony do kadry na wyścig, ponieważ nie uzyskał on zgody władz. Po proteście jego kolegów dostał jednak szansę na występ. W trakcie jazdy we Francji hiszpańscy zawodnicy spisywali się źle, byli słabo przygotowani i Berrendero musiał sporo pracować na rzecz innych, przez co zajął bardzo odległe miejsce. Władze generała Franco postanowiły wykorzystać jego słaba postawę i ukarały go za rzekome poniżenie kraju odebraniem licencji kolarskiej.

Oznaczało to koniec kariery dla tego kolarza, który ośmielił się wyrazić swoje zdanie. Żył w czasach, w których wymagało to sporej odwagi i jak widać, było bardzo kosztowne. Teraz mówi się o nim, jako o zapomnianym bohaterze. Berrendero przez to, że przyszło mu ścigać się w bardzo trudnych czasach na pewno nie osiągnął tyle, ile mógł. Część ludzi jednak pamięta go z odwagi i wierności swoim przekonaniom. Może to nawet ważniejsze niż wygranie etapu czy wyścigu?

(fot. Wikimedia Commons)

Dodaj komentarz

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Popularne

To Top