Felietony

Na co stać polskie kolarstwo w 2020 roku? Część pierwsza: “Pomarańczowy towar eksportowy”

Stało się. Sezon 2019 jest już przeszłością. Niebawem przywitamy nowy, 2020 rok, niektórzy odpalą fajerwerki, jeszcze inni w trosce o zwierzęta zadowolą się pokazami laserowymi… Ja, przyznam wam szczerze, nie należę ani do jednych, ani do drugich, ot taki niezdeklarowany. Szampana z pewnością nie odmówię, o innych zmrożonych substancjach nie będziemy rozmawiać, wszakże to są media, czytają mnie ludzie prawda?

W każdym razie, wasze zdrowie na ten nowy rok, moja kolarska rodzino. Rok 2019 zwija żagle, nie da się ukryć. Co z kolarskich wspomnień zwinie się pod tymi żaglami? Trudno określić ten rok dobrym dla polskiej szosy. Nie udało się wygrać ani jednego wyścigu ani etapu na szczeblu World Tour. Był to rok naznaczony wszechobecnym szajsem ogarniającym Polski Związek Kolarski, rok, w którym pogubił nam się nasz wielki mistrz Michał Kwiatkowski. Jednak również rok 2019 był okresem, w którym Rafał Majka wrócił na swoje miejsce w pościgu o klasyfikacje generalne Wielkich Tourów. W starym roku miało miejsce jeszcze jedno całkiem ważne wydarzenie w historii polskiego kolarstwa.

Mieliśmy przyjemność oglądać w największych wyścigach świata pierwszą naszą drużynę rangi World Tour – CCC Team. Podsumowania były? Były w poprzednich tekstach, czas najwyższy na zapowiedzi. Los tak chciał, że będziecie Państwo zmuszeni czytać moje zapowiedzi sezonu 2020 w wykonaniu naszych kolarzy. Część pierwsza, dotyczyć będzie, jak nietrudno się domyślić naszych eksportowych pomarańczy. Tutaj muszę dodać, że zapowiedź ta, będzie tekstem mocno subiektywnym, gdyż osobiście jestem wielkim fanem eskadry Ochowicza i spółki, a pomarańczowe światło w tunelu daje nadzieję, że polskie kolarstwo żyje i ma się dobrze, a co bardziej optymistyczni mogą uważać, że najlepsze dopiero nadejdzie.

W składzie CCC po sezonie miało miejsce wiele roszad. Zespół opuścili między innymi Riccardo Zoidl, Amaro Antunes, czy Polacy Łukasz Owsian i Paweł Bernas. Co do decyzji odnośnie pierwszych dwóch, najłatwiej byłoby napisać: nie mam zdania, jednak z racji tego, że jest to zapowiedź sezonu, jakieś zdanie wypada mieć. Austriak? Cóż, miał kilka błysków, pokazywał się solidnie za oceanem, u siebie w Austrii również, jednak polska drużyna jest ukierunkowana mocno w stronę klasyków, a co za tym idzie dla Riccardo zabrakło miejsca. Podobnie wygląda sprawa z Portugalskim góralem – kilka błysków, lecz nie takich, aby mógł w przyszłym sezonie pomagać w największych etapówkach.

Co można powiedzieć o naszych rodakach? Mam nadzieję, że Łukasz na przenosinach do Arkea-Samsic wyłącznie zyska. Grupa ta, mimo zapowiedzi, licencji World Tour nie dostała, jednak Łukasz może mieć nadzieję, że jeśli zaprezentuje solidną nogę to będzie przybocznym Nairo Quintany oraz Warrena Barguila na Tour de France, a to już brzmi nieźle, prawda? Co do Pawła, regres, nie ma się co oszukiwać, Pan Banaszek, z całym szacunkiem i z całą wiarą w jego projekt, nie zapewni w nadchodzącym sezonie byłemu kolarzowi CCC Team startów do jakich przyzwyczaił się on w poprzednim sezonie, ba nawet w bardziej odległych, jeszcze w czasach ProConti. Co stoi za tą decyzją, trudno mi ocenić, ja mogę tylko rzec, że zawodnik pokroju Bernasa spokojnie odnalazłby się w wielu drużynach drugiej dywizji, czyli tutaj winy należy się doszukiwać u menadżera zawodnika, jeżeli takowego posiada.

No to teraz parę słów o nowych nabytkach. Oj, parę długich zdań, bo przybyłych jest wiele. Drużynę w roku 2020 zasilą:

  • Matteo Trentin,
  • Ilnur Zakarin,
  • Jan Hirt,
  • Fausto Masnada,
  • Attila Valter
  • Georg Zimmermann,
  • Pavel Kochetkov,
  • Michał Paluta,
  • Kamil Małecki.

Co powiecie o tych nazwiskach? Fajne, nie? No to może trochę szerzej, co w mojej opinii mogą one dać CCC Sprandi (bo tak będzie się nazywać nasza drużyna w sezonie 2020).

Gwiazda nr 1 – Matteo Trentin

Tak, bez wątpienia, ten transfer wywarł na mnie największe wrażenie. Gość potrafiący rozgrywać klasyki na wiele sposobów, tych bardziej szablonowych jak i mniej, były Mistrz Europy, wicemistrz Świata. Potrafi odnaleźć się również w trudniejszych sprintach. Po prostu gwarant sukcesów, a też gwarant wielu możliwości taktycznych na wiosenne klasyki. Z Gregiem van Avermaetem mogą wstrząsnąć peletonem. Oby tak się stało.

Gwiazda nr 2 – Ilnur Zakarin

Kolarskim fanom tego zawodnika przedstawiać nie trzeba. Świetny, acz mocno chimeryczny góral. Zawodnik zdolny wygrywać najtrudniejsze odcinki Wielkich Tourów, zdolny również meldować się w najlepszej dziesiątce klasyfikacji generalnych. Podobnie jak Trentin, gwarant dobrych wyników.

Łowcy etapów – Jan Hirt i Fausto Masnada

Zwłaszcza w przypadku Włocha, po świetnym poprzednim sezonie należy mieć nadzieję, że zdoła zapisać na swoim koncie kilka etapowych skalpów w nadchodzącym roku. Co do Czecha, z pewnością powrót do pomarańczowej drużyny da mu więcej możliwości jazdy „na siebie”, a to może zaowocować zwycięstwami na trudniejszych etapach wyścigów. Bez wątpienia są to również zawodnicy, którzy mogą bardzo pomóc liderowi zespołu podczas decydujących górskich odcinków. Transfery jak najbardziej na plus. Sam osobiście jestem wielkim fanem talentu Masnady.

Młodzi gniewni – Attila Valter i Georg Zimmermann

Obaj odnosili mniejsze bądź większe sukcesy na szczeblu orlika, bardzo dobrze zaprezentowali się podczas ostatniego Tour de l’Avenir. Młody Węgier wygrał nawet jeden z etapów. Niemiec został zakontraktowany jako stażysta i niemal od razu ogłoszono podpisanie z nim kontraktu, a co za tym idzie, zespół z pewnością wiąże w nim nadzieje. Czego można oczekiwać od przedstawianych zawodników? Z pewnością wartościowej pomocy dla starszych liderów, niech zdobywają doświadczenie, jednak ostatnimi czasy peleton jest tak zakręcony, że zatarły się wszelkie zasady dotyczące powolnego wprowadzania niedoświadczonych zawodników. Młode wilki bez respektu szturmują największe wyścigi sezonu, więc dlaczego i u nas ma takiego nie być? Wierzę w dobre Giro w wykonaniu Attili, o jego motywację jestem spokojny, wszakże wyścig startuje z jego ojczystego kraju. Może jakiś etap na swoje konto? Byłoby wspaniale.

Do pracy (nie tylko) rodacy – Michał Paluta, Kamił Małecki, Pavel Kochetkov

I nie tylko do pracy, również po doświadczenie. Może nie w przypadku Rosjanina, gdyż ten zawodnik spędził już parę dobrych lat w peletonie. Jednak, jeśli chodzi o dwóch naszych zawodników awansowanych z rozwojowej drużyny CCC, można być pewnym, że oni zadania mają w zasadzie dwa.

Pierwsze – wypruwać flaki dla lidera w wyścigu, na którym będą mieli okazję się zaprezentować Drugie – zdobywać cenne doświadczenie, które pozwoli im kiedyś liderować w polskiej drużynie.

Co do Michała Paluty, tutaj pewnie w trakcie sezonu znajdzie się kilka wyjątków, gdzie jako Mistrz Polski będzie mógł jechać na własny rachunek.

A Pan Pavel z Rosji? Cóż, ten transfer pokazuje jak wielka jest wiara w Ilnura Zakarina w naszej drużynie, że mógł sobie sprowadzić własnego kolegę – gregario. Oby oboje się za tę wiarę należycie odpłacili, a wszystko będzie w porządku.

Jednak niezmienne w przyszłym sezonie pozostanie jedno. The one and only nadal pozostanie Greg van Avermaet. Człowiek zdolny wygrywać wyścigi w pojedynkę. Gwarant sukcesów i stalowe płuca naszej pomarańczowej eskadry. Aczkolwiek transfery poczynione przez polską drużynę zniosą wiele odpowiedzialności z jego nie najmłodszych już barków.

W którym z zawodników zeszłorocznego CCC pokładam również nadzieje na Nowy Rok?

Z pewnością Patrick Bevin, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie przypomni o sobie już w Australii, do tego powinien dorzucić parę wartościowych wyników w czasówkach. Dodatkowo jestem dziwnie spokojny o to, że rozbłyśnie gwiazda Szymona Sajnoka, w tym sezonie już powinien wygrać parę sprintów, tym bardziej, że jak zapowiadał, odpuścił sobie trochę tor. Wierzę również w powrót do dobrej formy Łukasza Wiśniowskiego, no i uciekinierzy niechaj uciekają i nie dają się doścignąć, tutaj mam na myśli oczywiście Alessandro de Marchiego, Simona Geschke czy też Serge’a Pauwelsa. No i niech ktoś postawi na nogi Kubę Mareczko. To już chyba ostatni dzwonek.

Skład mamy w dużej mierze przedstawiony. A już na pewno najbardziej znaczące nazwiska. Teraz cele na nowy rok. Tutaj dzieje się wiele ciekawego, gdyż szefostwo postawiło przed ekipą poprzeczkę dość wysoko. A i cele zdefiniowała inaczej niż rok temu, nie jest to jakieś zwykłe dwadzieścia zwycięstw, tutaj rozmawiamy już o konkretach.

Bardziej zorientowani w temacie, pewnie już zapoznali się z celami nakreślonymi przez władze ekipy. Dla przypomnienia są to:

  • Zwycięstwo w monumencie,
  • Zwycięstwo w klasyku rangi World Tour,
  • Wygrana etapówka rangi World Tour,
  • Po etapie z każdego Wielkiego Touru sezonu.

Co by nie mówić włodarze mierzą wysoko, celów może nie ma dużo, ale skompletować je wszystkie w jednym sezonie będzie z pewnością nie lada wyczynem. Ale może spróbujemy to jakoś uszeregować w kolejności od całkiem realne do… realne mniej.

Całkiem realne z pewnością jest zwycięstwo w worldtourowym klasyku. Już w tym sezonie udało się to Gregowi w Montrealu, a blisko było również w Quebecu, czy San Sebastian. A co z etapami na Wielkich Tourach? Przy odrobinie szczęścia jest to wykonalne, może nie uda się odhaczyć wszystkich trzytygodniowych wyścigów, ale biorąc pod uwagę, że drużynę wzmocnił Masnada oraz Trentin, odpowiednio zwycięzca etapowy Giro oraz Wielkiej Pętli, w tej kwestii można być optymistą.

Monument – mając w składzie zarówno Grega van Avermaeta, jak i Matteo Trentina można myśleć o wygranej w jednym z największych pięciu klasyków. Ale trzeba pamiętać, że zarówno Liege-Bastogne-Liege, jak również Il Lombardia są zarezerwowane raczej dla górali. Zostaje Milano-San Remo, Ronde van Vlaanderen oraz Paris-Roubaix. Nadal nie jesteśmy pewni jak Włosi poprowadzą trasę wiosennych mistrzostw świata, jednak, gdy postawią (tradycyjnie) na wersję pozbawioną większych trudności i dojdzie do sprintu z dużej grupy, Trentin, bo w ten wyścig celuje Włoch, będzie miał za rywali wielu klasowych sprinterów. Z całym szacunkiem, ale kapkę szybszych od niego. De Ronde oraz Piekło Północy to wyścig zdecydowanie dla GvA. Paris-Roubaix już wygrał, a triumf w monumencie rozgrywanym po bliskich mu, belgijskich bergach jest jego wielkim marzeniem. Musimy jednak pamiętać, że zwycięstwo w największych kolarskich klasykach to składowa wielu czynników, często niezależnych od zawodnika, będziemy trzymać kciuki, aby w przyszłym sezonie to wszystko zagrało.

A co z etapówką World Tour? O to będzie trudno, głownie ze względu na fakt, że mało wyścigów etapowych w kalendarzu pasuje idealnie do charakterystyki najmocniejszych kolarzy przyodziewających pomarańczowe barwy. Pierwsza szansa już niebawem – Santos Tour Down Under. Może już tutaj Patrick Bevin odfajkuje jeden z celów, rok temu było blisko. Zostaje jeszcze z pewnością BinckBank Tour jako wyścig skrojony dla Grega i…

I etapówki dla drugich noży – Tour de Pologne, może Tour de Suisse czy też Romandia. Tutaj szans powinien szukać Ilnur Zakarin oraz Jan Hirt. Wiele będzie zależało również od tego jak do wyścigów podejdą zawodnicy trenujący przed trzytygodniówkami.

Tak jak wspomniałem wyżej, zrealizować wszystkie cele będzie niesamowicie trudno. Jednak ja tego nie wymagam, między Bogiem na prawdą nie jestem godzien nic wymagać, ja jako kibic po prostu oczekuję, o tak, oczekuję emocji, które bez wątpienia kolejny sezon z naszą drużyną na najwyższym szczeblu przyniesie. No dobrze, oczekuję dodatkowo, że nadchodzący rok w wykonaniu pomarańczowych, parafrazując klasyka, będzie lepszy niż poprzedni, a co za tym idzie zwycięstw przyjdzie więcej, dwucyfrówka będzie już dobrym wynikiem, a piętnaście zadowoli większość kibiców w kraju nad Wisłą.

Pomarańczowa chwilo trwaj!

Tomasz Garus

Dodaj komentarz

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Popularne

To Top