Polska

Medal Igrzysk celem numer 1 Mateusza Rudyka

Welodrom kolarski
Welodrom kolarski / fot. Wikimedia Commons

Brązowy medal mistrzostw świata, dwie wygrane w cyklu Pucharu Świata, trzecie miejsce w mistrzostwach Starego Kontynentu, liczne rekordy kraju – to największe sukcesy Mateusza Rudyka, najlepszego polskiego sprintera torowego. Na welodromie mierzy się nie tylko z przeciwnikami, ale też z cukrzycą. Mimo tego, należy do czołowych sprinterów globu i jest jedną z większych polskich nadziei na medal Igrzysk Olimpijskich w Tokio.

Początki

Mateusz Rudyk karierę rozpoczął w swoim rodzinnym mieście, w klubie UKS Moto Jelcz-Laskowice. Z początku było to głównie kolarstwo szosowe, z czasem zaczął dochodzić do tego tor. W pewnym wieku jednak musiałem podjąć decyzje, a ze względu na swoją chorobę zadecydowałem, że spróbuje swoich sił w kolarstwie torowym w konkurencjach sprinterskich. (…) Wybrałem je ze względu na to, że od początku byłem szybkim zawodnikiem i lubiłem finiszować. Zawsze chciałem być jak najszybszy i też mój moja specyfika pokazywała, że mam zadatki na sprintera – mówił sprinter – Na początku traktowałem to jako dobrą zabawę, chyba jak każde dziecko. Z wiekiem i coraz to lepszymi wynikami dochodziła myśl, że może to ta droga i tak to trwało, aż w którymś momencie zaczęły pojawiać się medale na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy i decyzja sama przyszła, że będę zajmował się tym profesjonalnie. Czas pokazał, że ta decyzja była bardzo dobra.

Igrzyska Olimpijskie

To właśnie wokół najważniejszej imprezy czterolecia kręciła się nasza rozmowa. Mateusz jest jednym z kilku faworytów do zajęcia miejsca na podium. Właśnie dlatego, stawia medal Igrzysk Olimpijskich w Tokio jako główny cel na 2020 rok. – Na Mistrzostwa Świata pojedziemy pewnie z bardzo wysoką formą i będę się starać po raz kolejny stanąć na podium. Ale celem przede wszystkim jest pewna kwalifikacja na Igrzyska i koniec końców walka o medal na nich. Mistrzostwa Świata mamy co roku, a Igrzyska jednak są co 4 lata, więc na pewno najlepszą formę i całą dyspozycję będziemy szykować na Igrzyska Olimpijskie, które są celem nr 1.

Oprócz niego o medale walczyć będą między innymi Holendrzy, Harrie Lavreysen i Jeffrey Hoogland, którzy – jak sam przyznaje – w pewnym momencie odjechali całemu światu. Nie twierdzi jednak, że pokonanie zawodników z kraju tulipanów jest nierealne. – Na razie ciężko było mi z nimi rywalizować, choć nie raz nie mieli ze mną łatwo. Cały czas się poprawiam i pomału ich gonię. Już po czasach widać, że nie brakuje mi wiele, by być na ich poziomie, więc myślę, że już na Mistrzostwach Świata może być ciekawie, ale głównie będę szykować się na Igrzyska i tam chciałbym ich pokonać – mówił z optymizmem Rudyk.

Istne „wejście smoka” do ścisłej czołówki zaliczył w tym sezonie Tomohiro Fukaya. Z zawodnika, który notował przyzwoite, ale nie rewelacyjne występy, nagle doszedł na szczyt i trzykrotnie zajmował miejsca na podium Pucharu Świata. – Na pewno pokazał się z bardzo dobrej strony i swoimi występami dał sygnał, że też będzie się liczyć w walce o medale na najważniejszych imprezach – komplementował rywala Mateusz Rudyk.

W zawodach w Glasgow i Hongkongu to właśnie Japończyk pozbawił krążka Mateusza Rudyka, wygrywając z nim 4/4 biegi o trzecie miejsca. Przełamanie przyszło w nowozelandzkim Cambridge. Tym razem stawką ich pojedynku był medal z najcenniejszego kruszcu. W pierwszej konfrontacji o prawie 0,1s lepszy był Rudyk. – Zawsze, gdy wygra się pierwszy bieg, to na ten drugi wychodzi się o wiele pewniejszym, więc gdy udało mi się go pokonać w pierwszym biegu, to na drugi wyszedłem pewny siebie i to dało mi końcowe zwycięstwo – podkreślał sprinter.

Był to Jego pierwszy triumf w zawodach z cyklu Pucharu Świata w karierze. Na kolejny nie czekał długo – zaledwie tydzień. W Australii w finale pokonał Nowozelandczyka Sama Webstera, a w kwalifikacjach ze startu lotnego pobił swój rekord kraju oraz ustanowił najszybszy czas na 200 metrów na nizinnym torze w historii. – Przede wszystkim te ostatnie wyniki pokazują mi, że pracę którą wykonujemy z trenerem i całym sztabem wykonujemy dobrze i cały czas się rozwijam. – mówił Mateusz Rudyk – To jest bardzo ważne patrząc się w przyszłość. Cieszę się, że ciągle podnoszę swój poziom i wierzę w to, że będzie on rósł aż do samych Igrzysk.

Mateusz jest też bardzo ważnym ogniwem w drużynie sprinterskiej – drużynie, która o kwalifikację na najważniejszą imprezę czterolecia ciągle musi walczyć. „Oczywiście mamy z tylu głowy ciągle to, że walka jest zacięta i nie możemy sobie teraz pozwolić na błąd, ale jesteśmy bardzo zmotywowani i bardziej skupiamy się na samym starcie i odrzucamy myśl, że coś mogłoby pójść nie tak. – tłumaczył – Po ostatnich startach i miejscach na podium oraz rekordzie Polski mocno uwierzyliśmy w swoją siłę i na pewno zmotywowało nas to do jeszcze większej pracy, bo wszystko rozstrzygnie ostatni start gdzie będziemy zdobywać punkty, czyli Mistrzostwa Świata w Berlinie.”

Problemy

Bycie w światowej czołówce niesie za sobą wiele problemów. Przede wszystkim jest to bycie pod ciągłą presją, która może motywować, ale również przeszkadzać. – Ma to jakby dwie strony. Jedną jest duża presja, że kibice i media na mnie liczą i upatrują we mnie szans na medale w dużych imprezach. Zresztą ja sam chcę walczyć o jak najlepsze miejsce i dodatkowo wywieram na sobie presję. Z drugiej strony motywuje mnie to do jeszcze cięższej pracy i do tego by wygrywać i być cały czas w tym światowym topie – tłumaczył polski sprinter.

Mateusz Rudyk zmaga się na co dzień z o wiele bardziej poważnym problemem – z cukrzycą. – Przyszło mi żyć z chorobą jaką jest cukrzyca i również uprawianie zawodowo sportu z tą chorobą. Nie mogę powiedzieć, by cukrzyca pomagała mi w osiąganiu sukcesów i ogólnie w trenowaniu. Często już mówiłem, że na treningach sprawa jest o tyle prostsza że nie mam ściśle ograniczonego czasu i mam czas na dokładne podawanie sobie insuliny, kontrolowanie poziomu cukru we krwi i ogólnie kontrolowanie choroby, by wszystko było ok. Sprawa troszkę się komplikuje na samych zawodach, gdzie muszę być gotowy na daną godzinę. Nie mam wtedy czasu na pomyłki. Musiałem nauczyć się, jak mój organizm, a w sumie bardziej jak moja choroba reaguje na takie bodźce jak stres, presja, atmosfera startowa i wysiłek fizyczny podczas zawodów. Gdy poziom cukru jest za wysoki i nie mieści się w normie, wtedy mięśnie o wiele szybciej się zakwaszają, a sama moja dyspozycje spada, gdy jest za niski to po prostu „odcina prąd”, muszę wtedy szybko wypić coś słodkiego, by poziom cukru urósł i był w odpowiednich normach bo inaczej nie mógłbym nawet przystąpić do rywalizacji. – wyjaśniał Mateusz – Jeżeli między startami mam 15-20 minut i w tym czasie muszę przygotować się do rywalizacji to nie mogę sobie pozwolić, by choroba mi dodatkowo przeszkodziła. Zajęło to parę lat, żeby się nauczyć z tą chorobą rywalizować na zawodach, ale myślę, że już dość dużo wiem i nauczyłem się przez te lata i radzę sobie całkiem nieźle.

W przeszłości Mateuszowi zdarzały się gorsze występy spowodowane wzrostem bądź spadkiem poziomu cukru. Jak sam przyznał – Teraz już bardzo rzadko. Nauczyłem się na tyle to wszystko kontrolować że zazwyczaj wszystko trzymam w odpowiednich normach.

Mogłoby to być znacznie bardziej utrudnione, gdyby nie sponsor sprintera – PKN Orlen oraz fundacja koncernu – „Orlen dar serca” – dzięki której zawodnik mógł zakupić specjalistyczny sprzęt Eversense. Mam wczepiony podskórnie chip, który do aplikacji na komórce wysyła mi ciągły poziom mojego cukru we krwi, dzięki czemu widzę teraz na bieżąco jak się mój poziom cukru zachowuje, czy ma zamiar rosnąć, czy maleć i mogę w porę zareagować, by cały czas był w odpowiedniej normie – tłumaczył Mateusz.

Trening

Jak trenują sprinterzy torowi? Głównie na welodromie oraz siłowni. – W okresach przygotowawczych staramy się też jeździć na szosie. Na treningach wykonujemy różne ćwiczenia np. jeździmy za motorem po torze, by uzyskać jeszcze wyższą prędkością lub zakładamy bardzo ciężkie obroty, czyli przełożenie do roweru gdzie musimy włożyć bardzo dużo siły, by w ogóle ruszyć z miejsca lub trenujemy start w drużynie. – wyjaśniał sprinter – Na siłowni też mógłbym wymienić wiele ćwiczeń jak np. przysiady, martwy ciąg, suwnica. Jeżeli będziemy mieli już zapewnioną kwalifikację olimpijską pewnie wtedy usiądziemy z trenerem i dokładnie nam powie plan treningowy i startowy do Igrzysk. Na razie skupiamy się na ostatnim Pucharze Świata i Mistrzostwach Świata.

Jak dobrze wiemy, sezon na torze trwa głównie jesienią i zimą. Z tego powodu Igrzyska Olimpijskie nie wypadają w najlepszym terminie dla torowców, bowiem odbędą się one pięć miesięcy po Mistrzostwach Świata w Berlinie. – Ostatnie lata szykowaliśmy formę od października czyli na Mistrzostwa Europy później poprzez serię Pucharów Świata kończąc końcem lutego i początkiem marca Mistrzostwami Świata. W przyszłym roku musimy formę, i to najlepsza w życiu, przyszykować na początek sierpnia, więc i treningi oraz cały cykl szkolenia musiał zostać trochę zmieniony. –objaśniał Mateusz.

Mam nadzieję, że marzenie Mateusza o olimpijskim medalu spełni się już za kilka miesięcy i dalej będzie dostarczał nam tyle radości ze swojej jazdy. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w nadchodzących startach!

(fot. Szymon Sikora / PZKol)

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top