Felietony

Torowiec, który zapłacił najwyższą cenę

Albert Richter

Tym razem nie będzie ani słowa o sprawach bieżących, choć zahaczymy o kolarstwo torowe. Bohaterem nie będzie jednak ani Mateusz Rudyk ani żadna z naszych sympatycznych sprinterek, a niemiecki kolarz Albert Richter, który za swoje przekonania i pochodzenie zapłacił najwyższą cenę.

Kolarstwo od zawsze znajdowało się w kręgu zainteresowania polityków, o czym przekonali się na przełomie lat choćby wspominany ostatnio Gino Bartali czy uczestnicy Wyścigu Pokoju. Jednak historia Richtera jest na tyle tragiczna, że trudno ją w ogóle porównywać z innymi. Ten urodzony w 1912 roku zawodnik swoją przygodę z kolarstwem zaczynał od potajemnych treningów, bowiem jego ojciec, pasjonat muzyki, widział dla syna zupełnie inną przyszłość.

Młody Albert był jednak na tyle utalentowany, że został zauważony przez Ernsta Berlinera, byłego kolarskiego czempiona, który miał w Kolonii swój zakład meblarski, a po pracy zajmował się trenowaniem nowego narybku. Z Richterem połączyła go nie tylko miłość do roweru, ale także żydowskie pochodzenie.

Talent Richtera rozwijał się bardzo szybko. Co prawda nie załapał się do kadry olimpijskiej, ale w 1932 roku został amatorskim mistrzem świata w sprincie i kariera stanęła przed nim otworem. Torowcy cieszyli się w Niemczech sporą popularnością, a starty w Grand Prix Paryża czy Berlina śledziły tysiące fanów. To właśnie do stolicy Francji młodego kolarza wysłał jego trener Ernst Berliner, bo tam widział dla niego najlepsze możliwości rozwoju. W międzyczasie w kraju coraz mocniejszą pozycję miał Adolf Hitler, a całe Niemcy powoli przechylały się w kierunku nazizmu.

Były to poglądy absolutnie sprzeczne ze światopoglądem Richtera. Ze względu na żydowskie korzenie zaczynał na swojej własne skórze przekonywać się zresztą o tym, że nadchodzą ciężkie czasy. Kolarzom nakazano startować w strojach ze swastyką, czego Richter konsekwentnie odmawiał, wybierając stare stroje z niemieckim orłem. Odmawiał także nazistowskich salutów, czego wymagano od wszystkich sportowców.

Ostrzegano go, że może się to źle skończyć i sam zawodnik również zaczął zastanawiać się nad tym, czy najlepszym wyjściem nie będzie wyjazd z kraju. Szczególnie, że miał sporo znajomych w Szwajcarii, którzy deklarowali, że chętnie go przygarną. Doradzał mu to także jego trener, sam zmagający się z prześladowaniami.

Richter często startował w drużynie z dwoma innymi zawodnikami Wernerem Miethe i Peterem Steffesem. Z reguły z nimi wygrywał, co przeszkadzało im jednak mniej niż jego poglądy. Obaj bowiem stali po stronie nazistów. Ten drugi nawet szantażował Berlinera i straszył, że doniesie na niego do gestapo i trener pochodzącego z Kolonii sprintera musiał uciekać z rodziną do Holandii.

W takich warunkach jasne było, że i dla Richtera w ojczyźnie nie ma już miejsca. Coraz częściej był zmuszany do nazistowskich salutów, otrzymał nawet propozycję szpiegowania na rzecz Rzeszy podczas zagranicznych podróży. Odrzucił ją, ale wisiało nad nim widmo powołania do wojska i wysłanie do Francji, czego się szczególnie obawiał, ponieważ mieszkał w Paryżu od lat i nie wyobrażał sobie strzelania do swoich przyjaciół.

To wszystko skłoniło go do podjęcia decyzji o opuszczeniu Niemiec. Miał wyjechać po Grand Prix Berlina pod koniec grudnia 1939 roku. Jeden z jego przyjaciół z Kolonii poprosił go o przemycenie przez granicę pieniędzy dla swojej rodziny, na co Richter przystał. Nie był to pierwszy raz, a rowery do jazdy po torze nie były dokładnie kontrolowane i umożliwiały upchanie w oponach sporej liczby banknotów. Wraz z nim w podróży było dwóch holenderskich sprinterów Cor Wals i Kees Pellenaars, którzy byli świadkami jego aresztowania przez gestapo.

Zeznawali potem, że oficerowie od razu skierowali się do ich wagonu i przeszukiwali tylko opony w rowerze Richtera. Badający tę sprawę po latach sugerowali, że wiedza gestapowców pochodziła od dwóch kolarzy szczególnie znających sprintera z Kolonii: Miethego i Steffesa, wiedzących o tym, że wraz z Berlinerem czasem przemycali pieniądze za granicę. Biorąc pod uwagę, że byli zadeklarowanymi nazistami, zadenuncjowanie żydowskiego kolegi nie było dla nich czymś niemoralnym.

Richter został wyciągnięty z wagonu i zawleczony do lasu. Wtedy widziano go po raz ostatni. Oficjalnie władze podały, że znaleziono przy nim 12 tysięcy marek, a on sam powiesił się w celi. O ile to pierwsze było prawdą, o tyle w to drugie nikt nie wierzył.

Kolarz zapłacił za swoje przekonania i pochodzenie najwyższą cenę. Można by się zastanawiać co by było, gdyby się złamał, został szpiegiem albo poszedł do wojska. Możliwe, że doczekałby końca wojny, a potem w Kolonii założył np. szkółkę kolarską. Postanowił być jednak wierny swoim zasadom.

A ostatni start w Berlinie zakończył jako zwycięzca.

(fot. fot. Wikimedia Commons / Nicola54)

Dodaj komentarz

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Popularne

To Top