Felietony

Czekając na Mikołaja

Czapka Mikołaja
Czapka Mikołaja / fot. Public Domain Pictures

Jak co roku, 6 grudnia wszyscy czekamy na mikołajkowe prezenty. Fani kolarstwa w Polsce nie są ostatnio szczególnie rozpieszczani, niemal co roku pod poduszką znajdują rózgę, mimo że byli bardzo grzeczni, ale ich wiara w Mikołaja na rowerze nie słabnie.

Każde dziecko prędzej czy później przestaje wierzyć w Mikołaja. Czasem przyłapie mamę lub tatę z prezentem, kiedy indziej zedrze grubemu wujkowi brodę. A jeśli nie zajdzie żadne z powyższych, zostanie uświadomione przez szkolnych kolegów. Jedyny wyjątek to dzieci – kibice kolarstwa. O, wtedy wiara w mikołajkowe prezenty nie gaśnie prawie nigdy.

Ostatnie dni w polskim kolarstwie to przede wszystkim wiadomość o nowej grupie powstającej na naszym podwórku. „Mazowsze – Serce” bo tak będzie nazywał się nowy twór, to kolejny projekt Dariusza Banaszka, działającego w kolarstwie już wiele lat. Już raz próbował je zbawić, ale oględnie mówiąc, do kolarskiego nieba nas nie wprowadził. Biorąc pod uwagę, że już wcześniej jednak miał swoją grupę, to zapewne część wybaczyła mu, że nie udało się mu zapisać się w historii jako najlepszy prezes PZKol.

Jego powrót nie dziwi, wydaje swoje prywatne pieniądze, zatrudnia niezłych jak na nasze warunki kolarzy, niech działa. Dziwi za to, jak wielu ludzi związanych z kolarstwem zobaczyło w nim nową jakość na naszej scenie. Pojawiały się zachwyty, że rzuci wyzwanie CCC Team, że może kolejna grupa niebawem zapuka do europejskiej elity, że w końcu to, co u nas dobrego, nie będzie miało tylko pomarańczowych barw.

I ta wiara martwi najbardziej. Nie powrót Dariusza Banaszka, bo przecież jego team rzeczywiście zwiększy konkurencyjność, a co za tym idzie atrakcyjność krajowych imprez. Nie chodzi zresztą, by go atakować, bo oceniając jego działalność w dłuższej perspektywie, widać też plusy. Martwi jednak wiara, że to pokolenie ludzi związanych z tą dyscypliną od lat jest w stanie coś zmienić. Otóż nie jest!

Nie ma co wrzucać wszystkich do jednego wora ani odbierać komuś prawa do działania. Dlatego ja „Sercowcom” kibicuję, ale daleki jestem od wielkiego optymizmu. A taki dało się odczuć. I może to jest największy kłopot, że cały czas dajemy się nabierać tej samej grupie ludzi? Że jesteśmy naiwni i łatwowierni? Że cały czas wierzymy w tych samych Mikołajów?

Ktoś przecież wybiera zarządy, działaczy, prezesów. Wspiera ich działania, czasem kryje ich brak i wybacza nieudolność. To wszystko dzieje się przy naszym mniejszym lub większym udziale, bo wszyscy boimy się zaczęcia od zera. A może właśnie taki reset byłby najlepszy? Może należy wszystko zaorać i posiać nowe ziarno?

W mojej opinii nie potrzeba nam żadnego Mikołaja, tylko stada reniferów, które to pociągną. Tylko nie tych styranych, zmęczonych, które już niejedne sanie wpakowały w zaspę. Świeżych, wypoczętych, z nowymi siłami. Dajmy szansę nowym ludziom, od nich oczekujmy przełomu i powrotu do normalności. Takiej, w której będziemy mogli cieszyć się ze zwycięstw naszych kolarzy, nie mając z tyłu głowy, że zaraz ktoś zabierze im sprzęt do treningu.

Na koniec coś pozytywnego, bo wieczne marudzenie szybko staje się nudne. Kapitanem „Mazowsze – Serce” został Marek Rutkiewicz, o którym na swoim profilu na Facebooku Dariusz Banaszek napisał, że ma nadzieję widzieć go w przyszłości jako dyrektora sportowego. I ja mam taką nadzieję, bo to jest właśnie ta jakże potrzebna nam świeża krew.

Jakub Kędzior
Twitter.com/JaKuba87

(fot. Public Domain Pictures)

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

Popularne

To Top