Felietony

Fani gorszego sortu

Kibice podczas Tour de Pologne
Tour de Pologne, fot. Szymon Gruchalski Tour de Pologne

Biało-Czerwoni kolarze w ostatnich latach dali nam sporo radości, co pociągnęło za sobą nowych fanów. Część z tych “starych” nagle poczuła się oświeconą elitą, traktując nowych jako kibiców gorszego sortu – pisze w swoim felietonie Kuba Kędzior.

Sukcesy w danej dyscyplinie zawsze przyciągają do niej nowych fanów, którzy albo się zniechęcą i szybko odchodzą, albo, co przecież jest pożądane, zostają na dłużej. Tak też dzieje się w kolarstwie po zwycięstwach Rafała Majki, Michała Kwiatkowskiego czy Kasi Niewiadomej. Jednak część „zastałych” fanów kolarstwa zdaje się tego nie rozumieć i celowo zniechęca „świeżaków”.

Legendarny menedżer Bill Shankly powiedział kiedyś, że z drużyną piłkarską jest jak z grą a fortepianie. Potrzeba ośmiu do noszenia sprzętu i trzech, którzy potrafią na nim zagrać. W zespole kolarskim wystarczy tak naprawdę jeden wirtuoz gry, reszta ma tylko dostarczyć sprzęt. Ewentualnie przydaje się jeszcze ktoś, kto ów fortepian potrafi nastroić czy zakonserwować, a w razie potrzeby przytrzyma nuty. To jednak jest trudne do pojęcia, stąd wielu ludzi po prostu nie rozumie kolarstwa.

To nie jest przedmiot obowiązkowy

To właśnie z tego w dużej mierze biorą się narzekania, że Polak przyjechał na metę na 154. miejscu, z wielominutową stratą, a przecież na etapie nie było ani jednego podjazdu. Dla kogoś, kto ogląda tę dyscyplinę od wielkiego dzwonu, najczęściej bijącego w jednym z urokliwych francuskich kościółków, to przecież jest jasne. Pierwszy jest dobry, szósty niezły, a powyżej 50. pozycji to leszcze. Takie pojmowanie rywalizacji wynika rzecz jasna z tego, że meandry kolarstwa, zespołowość tego sportu i poświęcenie zespołu dla sukcesu jednego konkretnego zawodnika jest mu najzwyczajniej w świecie nieznane.

“Upowszechnianie kolarstwa nie wszystkim jest w smak”

I nie ma się co zżymać, bo przecież kolarstwo nie jest przedmiotem obowiązkowym, a sama umiejętność jazdy na rowerze nie czyni z nas specjalistów. W naszym kraju kultura kolarska jest na niskim poziomie, mało jest lokalnych wyścigów, a większość przeciętnych obywateli bardziej od Rafała Majki kojarzy Stanisława Królaka i jego perypetie w Wyścigu Pokoju. Dlatego właśnie ważna jest promocja, upowszechnianie nie tylko jazdy rowerem po niedzielnym obiedzie, ale też wspieranie rodzimych zawodników, którzy przecież wkładają w to bardzo wiele wysiłku. Nie każdy wie, że przecież nawet najgorszy kolarz jest wspaniałym sportowcem. A czasem ten naszym zdaniem najgorszy jest tak naprawdę wspaniały, bo poświęcił się dla kolegi.

Czasem mam jednak wrażenie, że to całe upowszechnianie nie wszystkim jest w smak. Kiedy polski kolarstwo pod względem sportowym przeżywało kryzys, a „w peletonie mieliśmy tylko Szmyda”, przy tej dyscyplinie było niewielu wiernych fanów. Trwali z miłości do rowerów, z pasji do tej pięknej dyscypliny. Obecnie to się zmieniło, Biało-Czerwoni w ostatnich latach dali nam sporo radości, co pociągnęło za sobą nowych fanów. Część z tych starych nagle poczuła się oświeconą elitą, traktując nowych jako kibiców gorszego sortu.

Apel do “oświeconych”

Wśród fanów rugby każdy nowy kibic traktowany jest z dużą życzliwością. Nawet jeśli popełnia największe gafy, nikt nie każde mu wracać do oglądania piłki nożnej. Wręcz przeciwnie, może liczyć na cierpliwe tłumaczenia. W kolarstwie niestety często można przeczytać niewybredne komentarze sugerujące, żeby zamiast pytać, dlaczego „Kwiato” wypadł blado, zajrzał na murawę piłkarskiej ekstraklasy. Oczywiście nie jest to reguła, nie jest to zapewne nawet większość, ale jest to zjawisko na tyle częste, że niepokojące.

Ta grupa „oświeconych” musi zrozumieć, że każdy nowy fan to duża siła i napęd do rozwoju dyscypliny. Nawet najbardziej zamknięty na wiedzę po kilku, może kilkunastu transmisjach zrozumie, że zawodnik pracujący na podjeździe dla swojego lidera, a potem „strzelający”, wykonuje kawał ciężkiej i bardzo potrzebnej pracy. I na mecie ma prawo cieszyć się z ewentualnego zwycięstwa niemal na równi z tym, który na kresce wznosi ręce ku górze. A jak to zrozumie, zasiądzie przed telewizorem po raz kolejny, może sam wsiądzie na rower albo wybierze się wspierać kolarzy przy szosie, co przecież jest tak bardzo potrzebne.

„Rower ma duszę. Jeśli go pokochasz, da ci emocje, których nigdy nie zapomnisz” powiedział kiedyś Mario Cipollini. I tą duszą, tymi emocjami, warto się dzielić. A nie zamykać ich w kręgu samozwańczych elit.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top