Felietony

Bjorg, dlaczego?

Bjorg Lambrecht
Bjorg Lambrecht

Kilka dni temu obchodziliśmy święta związane z bliskimi, którzy odeszli. Myślę, że każdy przystając przy grobie pozwolił sobie na chwile zadumy, refleksji. Ja osobiście myślami byłem również przy feralnym, trzecim etapie tegorocznego Tour de Pologne – pisze Tomasz Garus.

Etapie, którego wspomnienia są jeszcze we mnie bardzo silne. Teraz, gdy mam przyjemność dzielenia się słowem z częścią kolarskiej rodziny, mogę wykorzystać niepowtarzalną okazję, aby to z siebie wyrzucić. Pierwszy i ostatni raz.

Przyznam szczerze – nie śledziłem pierwszych etapów Wyścigu Dookoła Polski. Bawiłem się wtedy na weselu, a podczas takich uroczystości ograniczam swoja aktywność w świecie sportu do niezbędnego minimum. Jednak już w poniedziałkowe popołudnie wybrałem się z moim kompanem od zwiedzana śląskich szos w pościg za zawodnikami. W planach był bufet i meta. To ten etap…

Już podczas bufetu wiedzieliśmy, że Bjorg miał wypadek. Nikt nie zdawał sobie sprawy, albo nie dopuszczał do siebie myśli, że aż tak poważny. Gdy dotarliśmy w okolice mety, usłyszeliśmy od jednego z przechodniów, że stało się najgorsze. To był ten moment, w którym zatrzymał się nie tyle peleton, co świat, świat kolarski, świat sportu, a dla rodziny tego chłopaka, po prostu cały świat…

Przez kilka następnych dni walczyłem z myślami jak to mogło się wydarzyć. Na tak bliskich mojemu sercu ścieżkach. Jak wielu z nas, śląskich szosowców byłem na miejscu zdarzenia i nie dowierzałem, patrząc na ten odblask. Wyścig trwał, jednak to już nie było święto, nie mogło być inaczej. Wyniki nie miały znaczenia. Najważniejsze było godne pożegnanie jednej z najważniejszych nadziei belgijskiego kolarstwa. Pożegnać Bjorga bez wątpienia się udało. Ale co to zmienia?

Sezon 2019 jest dla mnie zdecydowanie najczarniejszy od początku mojej miłości do dwóch kółek. To drugi raz, gdy śmierć dogoniła kolarza podczas Tour de Pologne. Pierwszy odkąd śledzę kolarstwo. Pierwszy odkąd żyję.

Pozostaje pytanie niewytłumaczalne. Pytanie, na które odpowiedzieć nie potrafię mimo dobrych kilku miesięcy od wypadku. Dlaczego Bjorg? Dlaczego akurat w miejscu tego nieszczęsnego przepustu? Przecież kilka metrów wcześniej bądź później, a skończyłoby się jedynie otarciami.

Dlaczego nie ma z nami chłopaka, który mógł robić na szosie rzeczy wielkie? Ale przede wszystkim, dlaczego ktoś tak młody musiał zostawić po sobie taką pustkę. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że Bjorg tam u góry rozstawia rywali po kątach, tak jak z pewnością robiłby to tutaj na ziemi.

Żałoba przemija, pamięć pozostaje.

Tomasz Garus

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top