Polska

Wyjaśniamy – jak występ torowej kadry w ME może się przełożyć na medale igrzysk?

Welodrom kolarski
Welodrom kolarski / fot. Wikimedia Commons

W niedzielę zakończyły się mistrzostwa Europy w kolarstwie torowym. Polacy z holenderskiego Apeldoorn wyjechali z trzema brązowymi krążkami. Co te medale znaczą w kontekście przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio? Mamy się obawiać, czy raczej cieszyć? Na te i inne pytania odpowiemy poniżej.

Mistrzostwami Europy z hukiem rozpoczął się sezon torowy. Mimo, że najważniejsza impreza czterolecia odbędzie się za ponad osiem miesięcy postaramy się podsumować występ naszych zawodników w kontynentalnym czempionacie pod kątem igrzysk. Jest to o tyle ważne, że przez najbliższe kilka miesięcy będą oni zdobywać w zawodach Pucharu Świata punkty kwalifikacyjne, które zdecydują o tym, czy zawodnicy będą mogli wziąć udział w poszczególnych konkurencjach w Tokio.

Jeśli jesteśmy już przy dyscyplinach torowych, to będzie ich zaledwie sześć w przeciwieństwie do mistrzostw Europy, gdzie zawodnicy i zawodniczki ścigały się aż w jedenastu. Medale zostaną rozdane w sprincie drużynowym, sprincie indywidualnym, keirinie, madisonie, omnium i drużynowym wyścigu na dochodzenie.

Wracając do mistrzostw Europy w Apeldoorn: zdobyliśmy trzy brązowe krążki, co czysto teoretycznie jest najgorszym wynikiem od 2013 roku. Warto jednak spojrzeć nie tylko na podium, lecz na dalszą część tabeli. Polacy wiele razy meldowali się w czołowych szóstkach, a do sukcesu brakowało im czasami bardzo niewiele.

Swoją przynależność do światowej czołówki sprinterów potwierdził Mateusz Rudyk. Polak zajął trzecie miejsce po zaciętym boju z utytułowanym Denisem Dmitrievem. Na dwóch najwyższych pozycjach zgodnie z przewidywaniami zobaczyliśmy Jeffrey’a Hooglanda i Harrie’ego Lavreysena. Holendrzy w obecnej formie wydają się być zdecydowanie poza zasięgiem kogokolwiek. Rudyk na obecną chwilę jest czwartym sprinterem rankingu UCI.

Pomiędzy Polaka, a dwóch Holendrów wymienionych wcześniej wcisnął się były mistrz świata, Matthew Glaetzer. To właśnie po zwycięstwie nad Australijczykiem na pruszkowskim welodromie Rudyk zdobył brązowy medal mistrzostw świata. Reszta naszych reprezentantów w sprincie, Urszula Łoś, Nikola Sibiak i Rafał Sarnecki dotarła do 1/8 finału, gdzie musiała uznać wyższość swoich rywali.

Pozostałe dwa brązowe krążki zdobyli Filip Prokopyszyn i Nikol Płosaj w wyścigu eliminacyjnym. Niestety nie wchodzi on w skład konkurencji olimpijskich, co więcej, tego typu zmagań nie ma nawet w programie mistrzostw świata.

W madisonie, czyli mówiąc w skrócie w wyścigu punktowym w parach, Polacy nie zaprezentowali się wybitnie. Siostry Daria i Wiktoria Pikulik zajęły szóstą pozycję, a Daniel Staniszewski i Szymon Krawczyk zakończyli rywalizację na dziesiątym miejscu. W przypadku mężczyzn możemy spodziewać się lepszych wyników, gdyż nominalnym partnerem Staniszewskiego w tej konkurencji jest Wojciech Pszczolarski, który aktualnie przebywa w Wuhan na Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych.

W keirinie nasi reprezentanci również nie zabłysnęli. Krzysztof Maksel i Patryk Rajkowski zakończyli rywalizację w finale B zajmując odpowiednio siódmą i dwunastą pozycję. Urszula Łoś i Marlena Karwacka odpadły z zawodów w repasażach po pierwszej rundzie, co również nie napawa optymizmem.

Tor kolarski w Apeldoorn tym razem nie był szczęśliwy dla Szymona Sajnoka, który półtora roku temu sięgał tam po tęczową koszulkę w omnium. Po ciężkim sezonie szosowym, mistrzostwa Europy w tej konkurencji zakończył na jedenastym miejscu. W przyszłym roku najprawdopodobniej będzie chciał jak najlepiej przygotować się do startu w Tokio, więc możemy spodziewać się coraz lepszej jazdy Polaka. Ze świetnej strony pokazała się w torowym wieloboju Daria Pikulik. Polka ukończyła omnium na czwartej lokacie, co oznacza, że jest w wyśmienitej formie.

Kolejną konkurencją olimpijską jest wyścig na dochodzenie. Zarówno panie, jak i panowie ustanowili w Holandii nowe rekordy naszego kraju. Mimo świetnych jak na nas wyników, nie zdołaliśmy nawet zbliżyć się do podium. Mężczyźni zajęli ósme, a kobiety szóste miejsce. Pokazuje to tylko, że czeka nas jeszcze bardzo dużo pracy, by dogonić świat, który niestety w tej konkurencji nam odjechał.

W sprincie drużynowym mężczyźni zajęli szóste miejsce. Ten wyścig zdecydowanie nie poszedł po myśli naszych kolarzy, gdyż na mistrzostwach świata w Pruszkowie zajęli oni siódmą pozycję, a w rankingu UCI zajmują trzecią lokatę, za Holendrami i Francuzami. Kobiety zakończyły zmagania w Apeldoorn na szóstym miejscu, a w rankingu Międzynarodowej Federacji Kolarskiej zajmują dziewiątą pozycję.

Zmierzając ku końcowi, gdyby igrzyska olimpijskie odbywały się jutro, realnie moglibyśmy liczyć na jeden medal – w sprincie indywidualnym mężczyzn. Każde inne miejsce na podium byłoby niespodzianką. Żeby jednak pojechać do Tokio, zawodników i zawodniczki czeka sporo pracy i ciężka rywalizacja o punkty kwalifikacyjne. Nie ułatwia tego Polski Związek Kolarski, który jest ogromnie zadłużony.

Kilka tygodni temu przez komornika zostały zajęte maszyny startowe i sprzęt do pomiaru czasu, co praktycznie uniemożliwia trening takich konkurencji, jak sprint drużynowy, czy wyścig na dochodzenie. Dodatkowo, pod koniec roku związek może stracić tor, co spowoduje jeszcze większe zakłócenia w przygotowaniach do igrzysk olimpijskich. Mimo tego, mamy nadzieję, że jakimś cudem wszystko zakończy się dobrze dla naszych kolarzy i na najważniejszym sportowym wydarzeniu czterolecia będą dostarczać nam wielu pozytywnych emocji.

Kacper Krawczyk

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top