Polska

Jakub Mareczko musi walczyć z krytyką. I zrobić wreszcie postęp

Jakub Mareczko
Jakub Mareczko / CCC Team

Jakub Mareczko podczas Tour of Guangxi trzy razy meldował się w czołówce sprinterskich końcówek. Mimo to sezon 2019 w jego wykonaniu pozostawia poczucie wielkiego niedosytu.

25-latek z osobliwą historią (jako dziecko wyjechał do Włoch i to barwy tego kraju reprezentuje, choć mówi płynnie w naszym języku i identyfikuje się z Polską) do CCC Team trafiał pod dużą presją. Był w końcu jedynym sprinterem, mogącym nawiązać walkę ze światową czołówką. O tym, że go na to stać przekonywał w przeszłości kilkukrotnie, między innymi ocierając się o etapowy triumf na Giro d’Italia.

Zamiast walczyć o laury, Mareczko stał się jednak w naszym kraju pośmiewiskiem. Podchwytywane we włoskich mediach smaczki dotyczące jego życia (między innymi ten o wizycie w McDonald’s w dniu startu Giro) w połączeniu ze słabymi wynikami sprawiły, że kibice częściej w trakcie Corsa Rosa pytali, czy mieści się w limicie czasu na górskich odcinkach niż o jego wyniki na tych płaskich.

W kolejnych startach było z resztą podobnie, choć Mareczko nie zawsze zawodził. Wręcz przeciwnie, kilka razy zaskoczył in plus ale co z tego, skoro dorobił się już swojej łatki. Podczas Primus Classic (1.HC) zajął na przykład znakomite, szóste miejsce, wyprzedzając na finiszu Grega van Avermaeta. Nawet na samym Giro udało mu się jeden ze sprintów ukończyć tuż za czołową piątką.

Czy jest on zatem słabym sprinterem? Nie. Ale kompletnie się nie rozwija.

W poniedziałek przedłużenie umowy z Jumbo-Visma ogłosił Dylan Groenewegen, praktycznie rówieśnik Mareczki. Mimo piętnastu zwycięstw w samym tylko sezonie 2019 stwierdził on, że nadal nie pokazuje pełni swoich umiejętności i będzie jeszcze lepszym kolarzem. W pewnym momencie obu tych zawodników można było stawiać praktycznie w jednym szeregu. Jeździli na podobnym poziomie.

Holender zrobił jednak krok naprzód, podczas, gdy Mareczko – raczej w tył. Nie ukrywajmy bowiem – gdyby nie jego polskie korzenie, angaż w World Tourze raczej by mu się nie przytrafił. Rynek jest wystarczająco nasycony sprinterami jego kalibru. Swoje robi też tragiczna wytrzymałość – drużyny nie chcą inwestować w kolarza, który ma małe szanse, by w ogóle ukończyć Grand Tour.

Pochodzący z naszego kraju zawodnik nie zatracił szybkości – biorąc pod uwagę tylko ten czynnik wciąż jest w ścisłej czołówce. Bolesne jest to, że mimo dziesiątek już startów z najlepszymi wciąż nie jest w stanie odnaleźć się w końcówkach. Bolesne były obrazki z Giro, w trakcie którego inni kolarze CCC wręcz popychali Mareczkę, by ten ustawił się w pociągu. Pociągu, który i tak zawsze gdzieś się gubił. Podobnie wyglądało to i w Chinach, gdzie miejsca w czołówce z jednej strony cieszą, a z drugiej – były w zasadzie obowiązkiem, bo, jak to się mówi, “nie za bardzo było z kim przegrać”.

Wciąż nie wiemy, czy sprinter pozostanie w zespole na sezon 2020. Można domniemać, że tak (nie sprowadzono żadnego specjalisty od końcówek, a Szymon Sajnok w roku olimpijskim może pojawiać się na szosie stosunkowo rzadko), zatem być może dobrym pomysłem byłoby sprowadzenie rutynowanego specjalisty, od którego 25-latek mógłby się co nieco nauczyć? Tak się składa, że na rynku jest dostępny jeden z nich, w dodatku – z kraju w kręgu zainteresowań sponsora.

Nazywa się Andre Greipel.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top