Felietony

Ludzie, trochę kultury!

Peleton
fot. CCC Development Team

“Dlaczego mój ukochany sport jest nękany przez internetowych napinaczy?” – zastanawia się Tomasz Garus.

Jestem przedstawicielem kolarskiego „trzepactwa” (dla mniej wtajemniczonych – to Ci ze słabszą nogą), śmigam z prędkościami, którym bliżej do 30 km/h niż do 40. Ubieram się w teamowe ciuchy drużyn, którym kibicuję. Nie golę nóg. Straszne, prawda? Czasem ubiorę niższe skarpety. Uważam, że akcesoria i rowery z decathlonu są dobrą alternatywą, gdy użytkownikowi nie zależy na naklejce na ramie.

Mało? Uwaga, teraz najlepsze: przejeździłem cały sezon na platformach, choć tutaj powodem była kontuzja. Pewna Pani zagadała do mnie podczas startu Tour de Pologne Amatorów: „Ale jak to tak w takich bucikach?” Takie to dla ludzi dziwne.

Przejdźmy jednak do sedna moich wypocin. Trochę nam się środowisko podzieliło. Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność czytać dyskusję dotyczącą właśnie jazdy w strojach drużyn zawodowych. Nie chcecie widzieć, jaka tam wyrosła kłótnia: że nie wolno, że nie wypada, że, po co reklamować inne drużyny.

Opozycja zapytała zatem, czy młode chłopaki też nie mogą grać na orlikach w strojach Realu, Barcelony czy innego Arsenalu? Dowiedziałem się jeszcze między innymi, że jeździć w drużynowej koszulce to podobne faux pais jak pomykać z owłosionymi nogami.

Czy my naprawdę tego potrzebujemy?

Podobna sytuacja: kiedyś sprzedawałem na jednej z grup facebookowych korbę z Tribana 500. Trzy blaty. Ależ mi się za to oberwało. A jeden przemiły Pan napisał do mnie tylko, dlatego, żeby poinformować mnie, że za tysiąc złotych to powinno się mieć buty rowerowe a nie cały rower. Przegrzebując czeluści grup internetowych spotkałem się też z opinią, że jeśli kogoś nie stać na kolarstwo to niech zacznie uprawiać bieganie.

Pytam jeszcze raz: czy my naprawdę tego wszystkiego potrzebujemy?

Czy naprawdę chcemy podzielić środowisko? Nie róbmy się na siłę zawodowcami i miejmy szacunek do każdego kolegi czy koleżanki, niezależnie czy jeździ na rowerze, którego cena jest porównywalna z ceną średniej klasy samochodu, czy pomyka na starszym rowerku wartym mniej więcej tyle, co słynne nic nie warte “dwa razy po tysiąc pesos”. Troszkę to wszystko pogmatwane.

Dlaczego więc mój ukochany sport jest nękany przez takich internetowych napinaczy? Kolarstwo, sport utożsamiany z wielkim cierpieniem stojącym w opozycji do jego romantyzmu, sport utożsamiany z wzajemnym szacunkiem w peletonie, z wieloma pięknymi niepisanymi zasadami. To tak najzwyczajniej w świecie po prostu nie przystoi.

Naprawdę potrzebujecie być aż tak podzieleni, zamiast cieszyć się wspólną pasją i tym, że jest nas coraz więcej? Kolarskie „elity” chyba poczuły, że już są mniej elitarni i postanowiły obrażać za wszystko, co się da. Ludzie, czy nie lepiej po prostu cieszyć się jazdą, aktywnością na świeżym powietrzu, ukochanym sportem? Czy nie lepiej cieszyć się z nowych rowerowych znajomości? Cieszyć się zwiedzając nowe miejsca? Z poprawiania formy też trzeba czerpać radość – wiadoma sprawa, każdy z nas chce jeździć dobrze, czasem wystartować w jakiejś amatorskiej „gonce”. Ale musimy pamiętać, że pasja ma nas przede wszystkim łączyć. A my jesteśmy tylko amatorami.

Dlatego ludzie trochę kultury, tej zwyczajnej, ludzkiej.

P.S.
– Zawsze jeździjcie w kaskach,
– Wieczorem z oświetleniem,
– Dawajcie zmiany,
– Nie szarpcie grupy, gdy jesteście pierwszy raz na ustawce.
– Bo inaczej was poszarpią tak, że wam się odechce,
– Dawajcie sygnały o przeszkodach,
– Pozdrawiajcie kręcących kolegów i koleżanki,

A będzie nam wszystkim, w naszym kolarskim azylu dobrze.

Z wyrazami szacunku.
Wasz kolarz amator, Tomasz Garus

1 Comment

1 Comment

You must be logged in to post a comment Login

Zostaw Komentarz

To Top