Kolarsko.pl

…o kolarstwie wiemy wszystko!

Thomas De Gendt i Tim Wellens

Start „The Final Breakaway 2” Tima Wellensa i Thomasa De Gendta opóźniony

Start posezonowej wyprawy przez Europę Tima Wellensa i Thomasa De Gendta, znanej jako „The Final Breakaway” opóźni się. Zawodnicy Lotto Soudal musieli zmienić termin jej rozpoczęcia (czwartek) z przyczyn losowych.

Duet Belgów, który przed rokiem, spontanicznie wpadł na pomysł powrotu do domu ze swojego ostatniego wyścigu sezonu – Il Lombardia na rowerach. Do pokonania De Gendt i Wellens mieli ponad tysiąc kilometrów, których pokonanie zajęło im łącznie sześć dni.

Akcja spotkała się z ogromnym rozgłosem w mediach. Pozytywnie wpłynęła na i tak bardzo dobry wizerunek zawodników, a im samym pozwoliła, jak mówili, „nacieszyć się pięknem natury, które w trakcie wyścigów pozostaje nieuchwytne”. Choć sami zawodnicy bezpośrednio po jej zakończeniu nie byli pewni, czy będą w stanie ją powtórzyć, dało się wyczuć że wręcz się do tego palą.

I faktycznie, akcja „The Final Breakaway 2” została ogłoszona już w czerwcu, lecz tym razem miała być o wiele mniej spontaniczna. Duet miał wystartować z Montanas Vacias – słabo zaludnionego obszaru między Walencją a Madrytem, a następnie ruszyć na północ. Kilka wydarzeń losowych złożyło się na to, że zaplanowany na czwartek start trzeba o kilka dni opóźnić.

Przede wszystkim – rozchorował się De Gendt, którego organizm po męczącym sezonie i powrocie z Shanghai Criterium powiedział w końcu „dość”. Z kolei rower Wellensa został w drodze do Walencji uszkodzony w transporcie. Jakby tego było mało, w regionie planowanego startu wyprawy… spadł śnieg, przez co konieczna jest zmiana trasy.

„Aktualny plan zakłada, że wyruszymy w sobotę i ominiemy najwyższe szczyty pierwszego dnia. Począwszy od niedzieli, jazda powinna przebiegać już zgodnie z planem” – mówił De Gendt, cytowany przez „Het Nieuwsblad”. Dodał on również, że listopadowe chłody sprawiają, iż wyprawa nie zapowiada się na przyjemną.

Analizując sezon 2019 można się dziwić, że Wellensowi i De Gendtowi w ogóle… chce się jeszcze dodatkowo męczyć. Pierwszy zaliczył 74 dni startowe, drugi – aż o 20 więcej.